Popularne wpisy

zdj. potworywozkowe.pl

Jesteś niezwykła, będę powtarzać to znudzenia . Jesteś Mamą, jesteś kosmonautką.
Możesz być lotnikiem, generałką, prezydentką, chemiczką.
Nawet jeśli to gramatycznie niepoprawne.
Nie musisz popadać w schematy i wsadzać się w jakiekolwiek ramy. 
Możesz być kimkolwiek tylko chcesz. Być tą, o której marzysz. 
Tą, której obraz nosisz w sobie od dawna.

To Ty masz w sobie spokój, a zarazem miliony kiełkujących emocji, które często wychodzą Ci uszami.
Średnio raz w tygodniu masz ochotę wyjść po chleb i już nie wrócić.
Spokojnie: mam podobnie. Jestem Mamą. Jestem kosmonautką.

Nie ograniczam się jednak do robienia śniadania, zmywania garów czy tango z odkurzaczem.
Mogę mieć podwieczorek w tubce. 
W niedziele budować dobre relacje, a jednocześnie nie znosić generalnych porządków.
Nie zawsze muszę być stuprocentową super women i zbawiać świat nawet jeśli tego ode mnie oczekujesz.
Nie muszę być taka jak myślisz i taka jak chcesz.

Choć zakodowanie tych przekonań zajęło mi sporo czasu to cieszę się, 
że czasy w których dorasta moje dziecko zmierzają ku wszechstronności.
Kiedy byłam mała chciałam być bibliotekarką, aktorką, a później to i nawet piosenkarką.
Nie myślałam o tym, że mogę jako dziewczynka, a później kobieta robić coś więcej.
Przypisywałam wszędzie żeńskie odpowiedniki zupełnie automatycznie, tak jakby mój kod DNA skazany
był na ultra kobiecość i czerwoną szminkę.

Jak bardzo się myliłam, jak w wielkim błędzie żyłam 
i tak uciekałam sobie hen daleko od możliwości, których przecież mam pod dostatkiem.
Ucząc się na błędach nie zapytam mojej córki kim chciałaby zostać. Zapytam jednak czy pomóc
jej spełniać marzenia nawet gdy do ręki zamiast pędzla chwyci klucz francuski.
Nieustannie będę powtarzać, że nieważne jak i gdzie, ważne by była spełniona i szczęśliwa.

Nie uczynię z niej baletnicy na siłę i nie będę ciągnęła za rękę do szkoły muzycznej.
Nie będę spełniać swoich marzeń kosztem człowieka, który ma do zrobienia na tym świecie coś swojego,
coś co nie zawsze może mi się podobać. Jednak coś co będzie pozwalało jej na dobre, lepsze życie.
Nawet jeśli w oczach innych będzie to ultra męskie i pozbawione czerwieni na ustach.



zdj. Maciej Spychał

Kiedyś wydawało mi się, że Amelia będzie wiecznie małą dziewczynką, a tu klops
urosło się jej i sięga ponad stół. Wyrosła mi z większości zabawnych zwrotów, które teraz idą w stronę dziecięcej elokwencji. Wyrosła też z ubrań i bardzo to miłe, że na spotkaniu TK Maxx otrzymałyśmy na dobry start Kartę Upominkową. Przyznać się też muszę, że to Amelia w tej kwestii szalała.
Sporo jeszcze jednak zostało także jesienni jeszcze nie mówimy dzień dobry bo mimo,
że chłód i deszcz Nam nie są straszne to wolelibyśmy ją przywitać przygotowane.
Poza tym miło byłoby przywitać ją wśród wirujących liści, a tych póki co jak na lekarstwo.

Przygotowałyśmy się więc co nieco z TK Maxx, przebierałyśmy w płaszczach, butach i parasolach.
Przebierałyśmy w nowych jesiennych kolekcjach bo lato uważam za oficjalnie zażegnane.

Pozostaje mi więc mieć nadzieję, ze zakupoholizm mojej córki pozostanie na obecnym poziomie. STOP
Pozostaje mieć nadzieję, że do początku jesieni nie zamarzniemy choć pogoda za oknem powoli na to wskazuje.STOP
Pozostaje mieć nadzieje, że będziemy się na tych zakupach tylko świetnie bawić, a ja nie osiwieje lub oszaleje - niepotrzebne skreślić.
Pozostaje wierna idei: kupujemy tylko to co potrzebne. STOP

Modły do jesieni wykonane, czas na zakupy START.
Wy już przygotowani ? Każde niezbędne wskazówki zakupowe wskazane!


Wróciłam z przedszkola z kartką zapisaną w języku sklepu z artykułami papierniczymi.
Wróciłam ze spaceru, który przewietrzył głowę i po raz kolejny uświadomił, że najprawdopodobniej jednak
nie zwariuję.
Nie popadam jednak w wyprawkowy szał, nie ekscytuję się tymi przygotowaniami.
Mogliście zresztą poczytać, że moje obawy idą w zupełnie innym kierunku.

Skreślam więc z listy to co już mamy i to czego jeszcze szukam. Nie uraczę Was jednak zestawieniem, nie będę linkować do miliona firm.
Moje Dziecko pójdzie przygotowane w akcesorium zwykłego śmiertelnika, mam nadzieję
że mi wybaczy, a przy tym nie odciśnie to jakiegoś śladu na jej psychice.

Wybierając przedszkole kierowałam się ideologią, kierowałam się tym co udało mi się wynieść stamtąd przez miesiąc praktyk. Niekoniecznie kierowałam się odległością- dlatego zapewniłam Nam też trasę na wspaniałe jesienne spacery. Wszystko po to by mieć pewność, że będzie czuła się dobrze. By mieć pewność, która ulotni się zapewne z przekroczeniem progu przedszkola 1 września.

Powtarzając jednak za klasykiem: tylko spokój może Nas uratować.
Zbieramy więc jabłka, robimy kompoty, pieczemy crumble i skreślamy z kalendarza kolejne dni.
Żeby jednak nie było, że jestem wyrodna do granic możliwości, szykuje temu mojemu przedszkolakowi
pudełko na dobry start. Do kieszeni zbieram jej uśmiechy, wypycham do granic możliwości
i chyba polubiłam, że zaraz w tych kieszeniach pojawią się dziury. Nie sądzę by markowe buty
czy ubrania z naszytą metką projektanta miały wpływ na jej dalszą edukacje.





Amelka ubrana w sukienkę, którą wypatrzyłam- i od razu kupiłam już jakiś czas temu w serwisie DAWANDA.
Króliczka Alina bez której żaden spacer nie jest taki sam-pomieszkuje w krainie Linkostworów ,
Butki: standardowo Mrugała




zdj. Maciej Spychał

Nie jestem człowiekiem z dziczy ale kiedy wpuszczają mnie do sklepu, który świeci perełkami... 
oj mogłabym się wrócić do epoki kamienia łupanego.
Co prawda daleko mi do wyścigów już od wczesnych godzin otwarcia  
czy rzucania się na wieszaki ale słabość mam do zakupów, oj słabość prawdziwą. 
Zwłaszcza w sklepach takich jak TK Maxx, który miałam ostatnio przyjemność odwiedzić  z córką mającą prawdziwe zaciągi ku zakupoholizmowi. Pewnie działa tu genetyka, miejmy jednak nadzieję, 
że mamy dwudziesty pierwszy wiek i to się leczy.  Jeśli nie to zmartwienia chyba zostawię na potem, 
wracając wspomnieniami do bardzo miłego poniedziałku.

Miałyśmy bowiem niezwykłą przyjemność by nie tylko poznać zakamarki i tajemnice TK Maxx 
ale i poczuć się chwilę jak na zakupach bez limitu i spróbować skompletować ubiór na ciężkie powroty. 
Wielkimi krokami zbliża się wrzesień, a jak wiadomo to czas końca urlopów, witania się ze szkołą, pracą czy uczelnią.  Nie jest łatwo przygotować się psychicznie ale z garderobą poszło Nam chyba całkiem nieźle. 
Jak już wiecie nie byłam sama bo towarzyszył mi wspaniały duet, który podczytywać możecie pod adresem nishka.pl, a linkować Wam mogę bez końca.

Było więc wesoło, było i pracowicie bo zakupy proszę Państwa mogą zmęczyć. 
Zwłaszcza z trzylatką u boku,  która tu strzeli focha, tu zniknie na dziale z zabawkami, 
tu się schowa w wieszakach,  a za chwilę jest już na dziale z butami.
Niewątpliwym plusem TK Maxx, który rzucił mi w oczy już na samym początku jest absolutny porządek 
i przejrzysta rozmiarówka. Cenie też sobie wyjątkowe wzory i pojedyncze sztuki bo nie przepadam za masowym ubieraniem. Do tego dochodzą dostawy kilka dni w tygodniu i świetne ceny.
Na punkcie tych ostatnich mam zupełnie fioła ale ile razy nie popatrzyłam na metkę, a potem sprawdzając możliwość zakupu w internecie byłam pozytywnie zaskoczona
- bo slogan: do 60 % taniej , który świeci do Nas już od samego wejścia jest po prostu autentyczny.

Do tego wszystko zestawione jest w jednym miejscu : kosmetyki, bielizna, odzież dziecięca, zabawki, odzież damska, męska, a nawet obuwie. Jeśli potrzebujemy więc zaopatrzyć przedszkolaka to jesteśmy w domu.

Zresztą zobaczcie sami bo chyba tak trochę się poczuliśmy, szperając w miłej atmosferze i w równie miłym towarzystwie między wieszakami.









Lubię swoją pracę i to, że jestem w tym miejscu, a nie innym. Lubię niespodziewane wyjazdy ale i te, które są skrupulatnie zaplanowane. Lubię gdy się dzieje, a ja nie mam czasu by myśleć czy coś się uda czy coś po prostu trafi jasny szlag. Lubię otaczać się wspaniałymi ludźmi i mam niezwykłe szczęście by z Nimi działać. 
O celu naszej podróży na pewno przeczytacie niebawem jak i zobaczycie obszerną fotorelacje. 
Póki co posyłam uściski w kierunku autorki bloga nishka.pl- jestem prawdziwą szczęściarą, że mogłam poznać Natalię i jej Córkę Lenę!

Do rzeczy! Jestem nieprzewidywalna jak pogoda, do tego dodajmy nieprzewidywalną trzylatkę i mamy nadciągającą co jakiś czas do Warszawy: porcję wrażeń i ogromnej radości.
Nie sprzedam tu jednak recepty na udaną podróż i spokój po wieki, wieków.
Nie sprzedam tu sposobu na milczące dziecko, dobrą kawę i wspaniałych współpodróżników.
Nie przeczytasz także o tym, że  w podróży potrzebna jest walizka pełna zabawek i elektrycznych nowości. 

Przeczytasz jednak, że każda taka podróż to poznawanie świata w zupełnie inny sposób. 
To etapy tysiąca pytań: po co? dlaczego? i te etapy gdy wystarczy
 kartka papieru z długopisem i przenoszenie tego co za oknem z głowy do ręki. 
Zamaszyste ruchy i oczom ukazują się niezwykłe obrazy, które 
kolekcjonuje od pierwszej naszej wspólnej wyprawy. Jestem sentymentalistką i wynoszę z każdych drobnostek małe lekcje, składam je w całość i chowam głęboko trochę to w sercu, trochę w głowie.

Wszystko to jednak dlatego, że moje dziecko od dawien dawna ukochało sobie podróże samochodem, autobusem 
i pociągiem choć gdy przypomnę sobie początki to potrzebuję się uszczypnąć.
Tak- Amelia jest prawidziwym podróżnikiem. Takim co trochę pojęczy za uchem ale pójdzie dzielnie dalej.
Taki co musi posmakować regionalnych specjałów i koniecznie podkraść piankę z kawy.
Jestem z niej niezwykle dumna bo zaskakuje mnie na każdym kroku i sprawia, że spływają na mnie i chwile zwątpienia i chwile radości.
Wszystko to jednak składa się na mieszankę zwaną życiem, a my w niej chcemy zamieszać jak najlepiej i najpiękniej, chociaż czasem może wyjść z tego przysłowiowy niezły kwas-ryzyko Córko mamy w cenie!

P.S Uwielbiamy Cię Warszawo! Uwielbiam naszą podróżniczą nieprzewidywalność!
Do zobaczenia niebawem!





Był rok 2004, a Ona miała dziewięć albo dziesięć lat. Nie miała modnego smartfona, a zielone światełko na jej modemie zapaliło się dopiero sześć lat później. Nie przywiązywała uwagi do tego co nosi na sobie i czy ma odpowiednią metkę. Za to na jej nogach zawsze zobaczyć było można doświadczone przez życie trampki.
U jej boku najczęściej spotkać można było dziadka, z którym na długie godziny uciekała do lasu.

Podobno tylko tam oddychała powietrzem niczym niezmąconym.
Czuła mech pod stopami i reszty skórek od jagód pod paznokciami.  Nieustannie wracała z filetowym uśmiechem
i z głową oczyszczoną z toksyn, które nadmiar przypięła sobie sama tuż po rozwodzie rodziców.
Obiecała sobie wtedy, że łzy nigdy nie będą oznaką słabości, a siły. Obiecała, że z każdą trudnością poradzi sobie i znajdzie rozwiązanie choćby miała kopać i szukać go w największych ciemnościach.

Oprócz tego, że te słowa towarzyszą jej już od kilku dobrych lat nieustannie ucieka tam gdzie drzewa przepuszczają tylko najpiękniejsze promienie słońca, opatulając jej buzie i ramiona.
Ucieka po zapach grzybów po deszczu i po poziomki, które radują podniebienie.
Ucieka tak samo gdy miała dziesięć lat choć jej głowa, pełna zupełnie innych myśli.
Dzisiaj nie patrzy tylko z perspektywy dwudziestoparolatki. 
Dodaje do tego jeszcze 98 cm szczęścia i ponad trzyletni bagaż doświadczeń.
Ona to Kamila. 98cm to Amelia.

Podobno razem ucieka im się pewniej, radośniej i lepiej. Podobno razem tworzą encyklopedie siebie:
od ściółki po korony drzew. Podobno są bliżej natury, podobno coraz bliżej siebie. Ludzie lasu.