Popularne wpisy


Jestem meteopatą bez syndomu spoglądania w informacje pogodowe. Wolę nie wiedzieć co mnie czeka juto, za tydzień, choć chciałabym wiedzieć czy szykować stęsknione za śniegiem sanki czy nie.

Lubię narzekać, ale nie lubię gdy głowa puchnie i ciężko wstać z łóżka albo z ziemi gdy się już naprawdę obijam o ściany i przewracam. Lubię gdy mamy prawdziwą wiosnę, lato, jesień i zimę. Może porozpieszczała nas ostatnio pogoda, może dała zbyt wiele znaków, że mróz to jednak nie prędko, a tu masz! Wychodzę, zero stopni i skończyła się rozpusta. Marznę ja, marznie moja głowa, marzną komórki mózgowe i nie wiem czy bardziej głupieje czekając na zimę czy też wiosnę.
Lubię być jednak realistką, czasem nawet lubię być tym meteopatą bo gdy kolana bolą to wiem, że będzie coś nie tak i jak się znów przewracam to pojawi się słońce cholera wie skąd.
Czuję się trochę magiem, a czasem prostu z braku leku zaglądam w tę pogodę i czuje się władcą świata.
Choć na chwilę, na moment. Nim wstanę rano i dowiem się, że to wszystko nieprawda.
A może jednak prawda ? Loteria pogodowa niech Nam dopisze bo w weekend wybywamy
do Kurnej Chaty, do Rabki, w składzie sztuk cztery!
... a za tydzień kto wie gdzie poniesie Nas do Gdańska!


* wpis powstał w oparciu o potal meteovista.pl, który pomaga ogarniać (nieogarniętym )
rzeczywistość- pogodową !

Najpierw głowiłam się czy to możliwe. Później zaśmiałam się głośno bo do głowy wpadło mi zabawne stwierdzenie luz kontrolowany i jakoś w tym kierunku pzemieniamy do dziś naukę języków obcych w zabawę. Zaczęło się tak naprawdę od przedszkolnych zajęć, choć wcześniej sprawdzaliśmy kilka szkół językowych, które oferują naukę języka dla trzylatków. Większość z dnich wyglądała zachęcająco, do tego program i metoda osłuchowa. Amelia jednak poszła swoim tokiem rozwojowym- nie była na to gotowa wtedy, jest za to gotowa teraz. 
Wszystko co robimy w domu dostosowuje pod program, do którego wgląd ma każdy rodzic w placówce przedszkolnej. Język angielski prowadzony jest dwa razy w tygodniu po 30 minut w ramach zajęć. My w ciągu dnia często nieświadomie powtarzamy, słuchamy, oglądamy więcej ale nie o czas tutaj chodzi, a o efekty.
Póki co to czego uczymy się na codzień wygląda następująco: 

Wszystko z założenia ma być zabawą. Nie ma przymusu. Nie ma działań na hasło: a teraz będziemy się uczyć! Wszystko dzieje się naturalnie, w rytm codziennych czynności.
Znajomość języka to niezbędna umiejętność w dzisiejszym świecie. Mózg dziecka za to wielokrotnie udowadnia, że jest niezwykle chłonny na nowe informacje. Nie mogłabym przejść obojętnie, nie wykorzystując tego na swój sposób. Łączymy więc techniki : osłuchowe takie jak wierszyki, piosenki czy też wyselekcjonowane bajki z gimnastyką: wprawiając  całe ciało w ruch.  Wszystko to pokazuje jak łatwo zilustować ruchem nowe słowa, a także utwalić już te poznane. Doskonałą formą jest najzwyczajniejsze słuchanie płyt w takcie wykonywania różnych czynności. Czy to podczas pzygotowywania śniadania czy sprzątania zabawek. 


Stosując różne formy zabawy spawiamy, że Nasz mały uczeń czuje się pobudzony do działania, przez co uczy się efektywniej. Jakie ćwiczenia  możemy wykorzystać ?
Drewniane klocki- do nauki liczenia, kolorowe kredki do nauki kolorów, prosty rysunek do nazywania pór dnia czy pór roku. 

U Nas pojawiły się dwie nowe zabawy, do których trzeba napawdę niewiele materiałów.

#1
Odysuj dłonie na katce, powycinaj i ubierz w pacynki. [ Te ze zdjęć dostępne są w IKEA ]/
Do zabawy wykorzystaj piosenkę, zamieszczoną na naszym kanale w playliście: Angielski Amelki KLIK. W ten sposób przyswajasz z Dzieckiem: liczebniki, kolejność występowania, nazywasz członków rodziny, czy też zapoznajesz ze zwierzątkami.




Tworząc dwa witraże, spinając je pinezką i blokując: kawałkiem korka czy gumki do mazania otrzymujesz obotowy i pofesjonalny mieszacz kolorów.
Przy zabawie nim możesz poznać : liczebniki oraz kolory. Wykorzystaj do tego piosenkę: KLIK
a gwarantuje, że zabawa będzie wyśmienita.

Warto pamiętać, że nie zawsze nakierowując i ucząc otrzymamy taki efekt jak chcemy. 
W piewszej fazie nauki chodzi o osłuchiwanie i poznawanie dźwięczności języka. 
Dopiero później o zapamiętywanie i przetwarzanie.  To z codzienności możemy wyciągnąć najlepsze lekcje języka angielskiego. Witając się rano w różnych językach czy mówiąc sobie dobranoc wieczorem.

Odsyłam do piosenek, z którymi od 3 miesięcy dobrze osłuchuje się Amelia- są idealną propozycją na start działań i zgłębianie wiedzy. KLIK

W razie pytań służę pomocą i zapraszam do dyskusji. 



Kolekcjonuje czapki i szaliki. Bywam oazą spokoju i huraganem myśli w jednym.
Szybko się nudzę i ciągle nie czytam tyle, ile bym chciała. Notorycznie uciekam, o czym 
gdzieś między wierszami często piszę. Jestem podobno nie do poskromienia,
co poświadczy z pewnością moja Mama, która z lekkim przerażeniem usiłowała mnie stopować w okresie buntu. Jestem uparta, jestem wybuchowa i nie odbieram telefonów.
W ciągu tygodnia pokonuje kilkaset kilometrów. Studiuje dziwne kierunki na uczelniach wyzszych 
i ciągle mi mało. Zbyt ambitna. Zbyt miła. Zbyt głośna. Cała ja.

Z całym tym życiowym ekwipunkiem i z niezwykłą szczerością, mówię sobie codziennie:
lubię siebie, lubię moją córkę, lubię swoje życie.

Lubię i to, że czasem dosłownie mogę przed tym wszystkim uciec. 
Nawet jeśli uciekam do lasu, nawet jeśli w towarzystwie aparatu. Lubię moje milion twarzy i to, że każdego dnia stojąc przed lustrem mogę być kimś innym. Mózg, serce i dłonie jednak ciągle te same. 
Czy w spodniach, czy w sukience.



Jeśli masz jednak jeszcze pytanie, jeśli trafiłeś tutaj i zwyczajnie chcesz wiedzieć: zapytaj!

To taki mój mały ekspryment właśnie tu i teraz, który mam nadzieję pomoże odnaleźć się w skrzynce mailowej.

P.S Zdjęcia wykonał Łukasz Walas
P.S 2 On chyba bardzo chce mnie przekonać, że jesień jest magiczna!















Zbliża się ten szalony czas. Czas, w którym ganiamy jeśli nie pomiędzy półkami sklepowymi to gubimy się w przepychu ofert internetowych. Ganiamy za tym co znajdzie się na stole i za tym co za chwilę znajdzie się w czerwonym worku wiekowego dziadka, z siwą brodą i czapą z pomponem.
Mamy miliony rozterek, a portfel błaga po cichu o litość. Jak zwykle wydajemy za dużo i często nieprzemyślanie. Mimo, że znamy doskonale swoje dzieci to czasem ciężko przekopać się przez to co oferują Nam sklepy czy to stacjonarne czy to internetowe.  Jako prywatny pomocnik świętego Mikołaja, czuje się bohaterem w Waszym domu! Dokopałam się do tego co praktyczne, ładne i wartościowe. Przekopałam się przez największą tandetę 
i najdroższe designerskie zabawki. Przekopałam się i znalazłam złoty środek.
Mam nadzieję, że każdy  znajdzie tu gdzieś swój w tych propozycjach. *

* Wszystkie propozycje nie są efektem żadnej współpracy, a podklinkowania służą wyłącznie temu by nie przeszukiwać całego internetu :) !


Książki

Mogłabym pójść na łatwiznę i polecić Wam cały cykl: Biblioteczka Amelii, który nieustannie cieszy się Waszą popularnością. Wiem jednak, że książek jest tak dużo, że mogłoby to Wam utrudnić wybór i przyprawić o ból głowy. Dlatego z czystym sumieniem polecam Wam tak zwane "pewniaki", które rozochocą nawet najmniej zainteresowanego Malucha czytelnictwem!

#1 Albert Albertson, który znany jest już chyba na całym świecie. To współczesna szwedzka literatura dziecięca choć spokojnie można użyć określenia: literatura kultowa. Główny bohater czasem boi się duchów, ciężko mu wstać do przedszkola i często ciężko mu zasnąć bo przecież wszystko jest takie ciekawe! Dzieci odnajdują w nim swoje zachowania i emocje, od radości po złość. To seria mądrych i pięknie wydanych książek, którą zdecydowanie każdy powinien mieć w swojej biblioteczce. 

#2 Kto nie zna Tulleta ten gapa! Ten to dopiero wkroczył do literatury szerokim i pewnym krokiem! Zawojował wyobraźnią dużych i małych i sprawił, że jego książki uzależniają.
Kreatywne, INTERAKTYWNE, rozwijające! "A gdzie tytuł?", "Naciśnij mnie", "Kolory" to tylko kilka pozycji, które z przyjemnością rozgoszczą się w dłoniach i w głowach Waszych Dzieci!

#3 Dwie Siostry i wcale nie mam na myśli drzewa genealogicznego bo na brak sióstr akurat mogę narzekać w życiu prywatnym ale nie w literaturze. Nie wiem jak to robią ale robią to genialnie. Nie wiem jak stawiają poprzeczkę coraz wyżej i sprawiają, że mogłabym napaść na bank albo chociaż zamieszać w ich księgarni, która niedawno otworzyła się w Warszawie ale to więcej niż bajka!
Seria "Mam oko", "Mapy", seria "Mały koneser", "Robimisie", "Różnimisie" - można wpaść w zachwyt, a to tylko kilka z bogatej ofery tego wydawnictwa!









Zabawki Kreatywne

#1 O grach Granna rozpisywałam się tutaj i nie pozostaje mi nic innego jak odesłać Was do tego wpisu. Szczególnie polecam gry, które mocno rozbudzają motorykę małą i dużą: Psia Micha czy Małpie Figle.

#2 Playmais to prezent, który obowiązkowo Amelia znajdzie w swoim mikołajkowym worku. Przyglądałam się wielokrotnie czy to na targach czy też w sklepie i jestem zachwycona pomysłem oraz wykonaniem tej prostej zabawki, którą możemy wykorzystać 
na wiele sposobów.

#3 Domek Kroom, garaż, a może farma ? Zabawki z tektury nie są z pewnością łatwe do wykonania dla producenta. Widać jednak jak wiele pracy i serca włożone jest w każdy projekt. Tektura jest wytrzymała, a zabawka idealnie wpisuje się w idee odgrywania ról, która jest bardzo ważna w rozwoju każdego dziecka. 

#4 Barbo Toys. Mój absolutny faworyt i sama nie wiem czy przez ten wspaniały design czy przez sentyment do postaci bajkowych. Zdecydowanie zabawka warta uwagi: Domino, Memo, Puzzle - ja przepadłam! W dodatku jak na fińską zabawkę cena jest naprawdę znośna i porónywalna do gier dostępnych na rynku!

#5 Lego Duplo i właściwie powinnam postawić kropkę. Nie piszę jednak tego przez pryzmat ostatniej kampanii i konkursu, do której zostaliśmy zaproszone już jakiś czas temu.
Duplo mieszka z Nami od ponad dwóch lat i jest niezastąpionym umilaczem czasu

#6 W tym miejscu powinnam Wam wypisać całe Nasze akcesorium papiernicze. Oszczędzę Wam jednak misz-maszu. Wymienię za to fabry w sztyfcie playcolor, które w każdym domu staną się na długie chwile sprzymierzeńcem ciepłej kawy i dobrego ciastka zjedzonego w spokoju! 



Zabawki Drewniane

#1 Tablica z IKEA. Jeśli jeszcze nie jesteś w posiadaniu koniecznie musisz nadrobić braki! Jako dodatek wybierz: dobre mazaki, brokatową kredę i rolkę z metrami papieru!

#2 Zestaw lekarza od Haba #3 Instrumenty muzyczne od Janod  czy też
#4 Drewniany domek to niekwestionowany hit! Dostępny m.in w Biedronce ( str.16 gazetki) czy też Lidlu od 20.11. Warto podkreślić, że to zabawka nie tylko dla przedstawicieli płci żeńskiej!

Dodajmy do tego #Drewnianą kasę fiskalną czy moje ukochane zabawki od 
#6 Beleduc, które cieszą się sławą na całym świecie.

Możecie mnie teraz nazywać drewniakiem-  jestem w stanie żyć z tym z dumą!


Gadżety

Przyznałam się do tego bez namniejszych problemów bo po prostu jestem Matką Gadżeciarą o czym kiedyś pisałam tutajStarałam się w tym całym zestawieniu zachować umiar i sprawić by było przejrzyście, a przede wszystkim by każdy znalazł coś dla siebie.

#1 Lampki i projektory od Pabobo to wydatek na lata. Do dzisiejszego dnia Amelia nie rozstaje się ze swoim pingwinem. Świetny design, wykonanie i możliwość ładowania za pomocą stacji dokującej.
To prezent idealny dla niemowlaka i dla kilkulatka co firma udowadnia poszerzając ciągle swoją ofertę. Cena jest adekwatna do produtku jaki dostajemy. Do wyboru mamy lampki ładowane za pomocą stacji, za pomocą kabla USB, przebierać możemy również w kształtach i kolorach.

#2 Może nie wpisuje się idealnie w porę roku choć jak widać za oknem mamy wiosnę w środku jesieni, jest to jednak gadżet doskonały. Mini Micro co chwilę urozmaica swoją ofertę, a my wierne jesteśmy od ponad roku i z pewnością gdy przyjdzie już pora pokusimy się o wersję z regulacją wysokości.

#3 Plecaki, torby, torebeczki to coś, co u Nas absolutnie się nie marnuje. W końcu jak wynieść pół domu do przedszkola i jak spakować się dobrze na wycieczkę ? Tylko z takim akcesorium! 
Mnie wyjątkowo rozkochała nowa seria Skip Hop mocno świąteczna, ale przecież nie o to chodzi. Głównie za Skip Hop stoi jakość ale o tym na pewno się jeszcze rozpiszemy!

Jako pomocnik świętego czerwonego czuję, że misja została wykonana. Do Was należy decyzja czy z powodzeniem. Ja jestem niesamowicie dumna bo dobierałam te propozycje przez kilka dni, a tworzenie grafik było ogromnym wyzwaniem.

Pamiętajcie też, że w tym całym świątecznym zamieszaniu nie chodzi o ogrom materialnych rzeczy.Chodzi o ciepło, które czuć w skarpetkach, które rozlewa się po sercu, ostatecznie zostawiając piękny ślad w głowie. Zresztą czy ja muszę dopisywać coś więcej ? Zaproponowałam Amelii, że może narysuje co chciała by otrzymać od tego czerwonego i siwego. Odpowiedziała, że właściwie to Ona chce tylko kanapkę z serem.

Niech takie słowa Waszych Dzieci będą wskazówką by szukać prezentów!
( Psyyt niekoniecznie w lodówce! )


Kiedy urodziła się Amelia nie upadłam na głowę. Nie przyznałam sobie odznaki najdzielniejsza mama świata choć swoje przeszłam. Swojej pamięci awersywnej wyznaczyłam granice. 
Pamięci apetywnej dałam wolną rękę i pozwalam na dużo więcej.
Nie bez powodu udowodniono, że dobre wspomnienia przechowujemy w mózgu w części zwanej jądrem środkowym ciała migdałowego.* Ja przecież tak bardzo lubię migdały!

Jestem Matką totalnie nieidealną. Nie trzymającą się schematów choć na początku swej drogi popadającą w wiedzę internetów, w pediatrów przewijających się na dziwnych forach i wreszcie, doniesienia amerykańskich ekspertów tudież naukowców. Na początku lekko przerażoną, zagubioną ale ciągle stojącą na wysokości zadania. 

Matką, która rzadko płakała z bezsilności. Matką, która nigdy nie rozumiała porównywania dzieci. Nie rozumiała tych wszystkich pierwszych zębów, pierwszych kroków w odniesieniu do córki sąsiadki, czy syna kolegi z pracy. Mamą, która nie roszczy sobie prawa do oceny matki karmiącej piersią czy karmiącej mlekiem modyfikowanym. 
Zdecydowanie Mamą, która tłukła do głów ile można, że przecież każdy jest inny. 
Każdy inaczej funkcjonuje, co innego je na śniadanie, inaczej się wypowiada czy wreszcie uprawia różne akywności fizyczne. Mamą, która nie goni za najmodniejszą w tym sezonie sukienką, choć zdecydowanie tą, która lubi otaczać się ładnymi rzeczami. 
Mamą, która nie stara się być lepsza od kogoś. Mamą mającą własne pomysły. 
Mamą nie powielającą lecz niezmiennie inspirującą się tym co otacza, zwłaszcza rytmem natury i kuchnią pięciu smaków. Mamą, która nie boi pracować się na własny rachunek. Stąpającą mocno po ziemi, ciągle stawiającą sobie wysoko życiową poprzeczkę. 
Nawet jeśli wiąże się to z uszkodzeniami ciała, zwłaszcza potłuczonym tyłkiem.
Marzycielką, wariatką, samotnią, kobietą nie przepadającą za kobietami.

Poskładaną jak origami.**

 *wyniki badań opublikowanych w czasopiśmie "The Journal of Neuroscience”.
** inspiracja: Mela Koteluk: Żurawie Origami







Instagram. Fenomen świata urządzeń mobilnych.
Powstał w 2010 roku i mimo, że zaliczył w swojej karierze kryzysy, obecnie jest jedną z najcześciej używanych aplikacji na całym świecie. Umożliwia robienie zdjęć, narzucanie filtrów raz dzielenie się Nimi, za pomocą hashtagów.

Jeśli nie wiecie z czym to się je, to w zasadzie nie wiem czy polecać bo na pewno przepadniecie i stracicie trochę czasu przewijając i posyłając w dal kolejne serduszka akceptacji.
Zaryzukujmy. Powiedźmy, że reklamacji nie uwzględnia się, a księgi smutków i zażaleń nie ma.

Instagram jest bajecznie prosty w swej obsłudze, co zrobić jednak by korzystało się z niego przyjemniej,
a Nasze zdjęcia wyglądały po prostu dobrze ? Pragnę nagmienić, że to co znajdziecie
w tym wpisie sprawdza się w 100 procentach dla systemu android, jeśli jednak ktoś szuka ich
na inny system, służę pomocą- zawsze znajdzie się alternatywa.

Numer #1 

VSCO
Nie będziemy się czarować, filtry z instagrama nie są wystarczające bynajmniej dla mnie.
Często niszczą zdjęcia, nie mówiąc już o kontraście, który wygląda naprawdę okropnie.
Należy również nadmienić, że zdjęcia warto robić bez użycia apliacji instagram- zwyczajnie komórkowym aparatem, dopiero później przesyłać je do aplikacji. Zyskujemy znacznie więcej na jakości i więcej efektów możemy uzyskać.

Z pomocą przychodzi aplikacja VSCO, która posiada 8 wbudowanych automatycznie filtrów, z możliwością poszerzenia w strefie: koszyk. Czyli dodatkowe pięć grup filtrów bezpłatnych i kilka kosztujących naprawdę grosze ( 1-2 dolary). Wspomnijmy również o możliwości edytowania zdjęcia, z wykorzystaniem : jasności, kontrastu, nasycenia czy też temperatury obrazu.
Przykładowa edycja mojego zdjęcia za pomocą aplikacji. Przed i po. 





Numer #2

Insta Square Maker dla miłośników pełnych kadrów.
Czasem ciężko Ci uciąć ujęcie w ten kwadrat, bo tracisz jakiś szczegół, bo tracisz to co było dla Ciebie istotne tu i teraz, właśnie. Myślisz sobie niech to szlag, ale nie. Wystarczy, że swoje zdjęcie wrzucisz do tej aplikacji, a życie stanie się lepsze, a kadry pełniejsze!
Trochę prywaty:


#Numer 3

Photo Grid czyli gratka dla niezdecydowanych. Jeśli nie chcesz swoich obserwatorów zasypać serią zdjęć koniecznie zrób z nich kolaż w dowolnej konfiguracji. Zdjęcia wgrywają się płynnie, a my za pomocą edytora możemy wybrać dowolne połączenia, dodatki w postaci ramek czy efektów graficznych.Ochrona naszych obserwatorów przed zaspamowaniem może prezentować się tak :


Mam nadzieję, że ta mała tajemnica Naszych zdjęć, o którą często pytacie stała się bardziej przejrzysta. Postanowiłam pozbyć się comiesięcznych przeglądów na instagramie na rzecz takich właśnie wpisów. Chętnie będę dzielić się z Wami moim aplikacjami, z których korzystam. 
Chętnie zdradzę najdziwniejsze miejsca i przyrządy jakie służą Nam w uwiecznianiu momentów, poruszę też kwestie kadrowania bo na tym punkcie mam prawdziwą obsesje.
To co widzimy się tutaj i na instagramie, nieprawdaż ?