Popularne wpisy


Nie nudzę się z moim dzieckiem, nie zastygam na kanapie choć czasem właśnie to mocno tkwi w sferze moich marzeń. Nie jestem leniwa, choć czasem bardzo chciałabym być.
Notorycznie podnoszę nam poprzeczkę wśród codziennych atrakcji i koloruję Naszą przestrzeń.

W ostatnim czasie koloruje ją na czerwono i niebiesko. Koloruję aktywnością fizyczną, koloruje
kawałkiem świetnego tworzywa, która gdy tylko przekroczyło próg naszego mieszkania wywołało
ogromne zamieszanie, ba nawet poruszenie.
Nazywa się Plasma Car i jest naszym dobrym towarzyszem. Pod jego postacią kryje się przygoda i rozrywka. To także stymulowanie rozwoju przez duże R.

Zwłaszcza, że jestem przeciwniczką bezmyślnego spędzania czasu przed telewizorem, kilkugodzinnym maratonom w ręku z telefonem i ogólnej stagnacji, które nie ma żadnych większych celów ani skutków. Nigdy jednak nie oceniam, nie zaglądam przez ramię i szczerze mówiąc
w nosie mam kto co i jak. Pokazując jednak takie proste kroki, pokazując aktywności doskonale wiem, że otwieram oczy. Mówią mi o tym Wasze wiadomości, wasze uśmiechy i zapytania.

Ja nie potrafię usiedzieć na miejscu, Ona nie potrafi jeździć wolno - ciągle jej mówię, że zabiorą
jej prawo jazdy na ten pojazd. Ona na to, że nie ma dokumentów, mandatu nie weźmie i najgorzej to będzie jeździć po domu. Pan niebieski i Pan czerwony bowiem nadają się i na domowy parkiet i na czerwoną przestrzeń boiskową. Pasujemy się do siebie idealnie. Duet razy dwa, po dwóch nutkach, do zakochania jednak jazda.

* zdjęcia wykonała dla Nas: Klaudia Michalska 





Jeszcze ponad dwa lata temu Kraków był mi zupełnie obcy. Nie dlatego, że oddalony o sporą ilość kilometrów 
od domu, na to mam monopol dobrobytu : jesteśmy sobie pomiędzy Krakowem, a Katowicami.
Za mało kilometrów by zatęsknić za wielkomiejskością, zbyt mało by naprawdę zacząć to robić.
Miło mi będzie pokazywać Wam to co już przez Nas oswojone, lubione i sprawdzone.
Miło będzie dzielić się migawkami choć już wcześniej jeśli chodzi o Kraków mogliście zobaczyć za co go pokochaliśmy. Na pewno za wyjątkowe Forum Przestrzenie, za Kładkę Bernatkę i kolorowe schody. 
Za rynek jedyny taki, sukiennice i setki przepięknych uliczek.

Wszystko też dlatego, że dostaje od Was mnóstwo wiadomości gdzie na obiad, gdzie na spacer, a gdzie po prostu na lody. Nie obiecuję przewodników turystycznych ale miejsca, którym daje piątkę z plusem i jeszcze coś więcej. Dlatego jeśli jesteście ciekawi Krakowa, Katowic i okolic na pewno będziecie mieli sporo do poczytania bo weekendami nadrabiamy życie. 
Jednym zdaniem: jesteśmy jak nadzienie milki z oreo i nie jest to lokowanie produktu.

W ostatni weekend dostaliśmy zaproszenie by sprawdzić zupełnie nowe miejsce na mapie Krakowa.
Ciekawska jestem ponoć od urodzenia więc z przyjemnością popołudnie spędziliśmy w SkakAnce
świetnie się przy tym bawiąc.
Jeśli szukacie więc miejsca gdzie Wasze dziecko kreatywnie spędzi czas, korzystając przy tym z takich atrakcji 
jak ścianka wspinaczkowa, gimnastyka czy dmuchańce-skakańce z pewnością dobrze trafiliście. 
Nie bez powodów to akademia brykaczy, wspinaczy i gimnastyków. To pierwsze takie miejsce, 
które kompleksowo i z pełnym profesjonalizmem zajmuje się dziećmi od 4 miesiąca życia!
Dla każdej grupy wiekowej przewidziane są rozmaite atrakcje i warsztaty. Rodzice w tym czasie mogą napić się kawy, a dzięki podglądowi na żywo zobaczyć na ekranie jak Dzieci bawią się w sali obok. Miejsce już teraz ma ogromny potencjał, aktualnie trwa tydzień testowy więc można przyjść, spróbować, zobaczyć- po prostu poznać. SkakAnka mieści się przy ul. Fiołkowej 15, a więcej informacji z pewnością znajdziecie na stronie tutaj.








Gdybyście dodatkowo zgłodnieli to z czystym sumieniem polecam Wam Atelier Bar na krakowskim kazimierzu, który zauroczył mnie swoim instagramem już jakiś czas temu. 
Pamiętne dni gdy zobaczyłam: pavlovą, " pankejki " i wegetariańskie koktajle i to uczucie gdy jesteś bardzo na tak tylko ciągle  jakoś nie po drodze. W końcu się udało i chyba nie spodziewałam się, że będzie tak pięknie i tak dobrze. Ciągle jeszcze otwarty ogródek letni, siedziska z palet i miejsce specjalnie dla Dzieci. Byłam w kulinarnym raju, byłam w raju dla Dzieci, w raju gdzie obsługa jest na szóstkę z plusem i chce się tylko wracać. Dlatego na pewno wrócimy, a Wy koniecznie sprawdźcie to miejsce!








zdj. Klaudia Michalska

Nigdy nie wątpiłam w to, że przekazać jej mogę największe pokłady miłości.
Już od pierwszych chwil, od pierwszych dźwięków razem łączyło Nas coś zupełnie niepowtarzalnego.
Codziennie odkrywamy siebie na nowo, codziennie czymś  mnie zaskakuje
i mimo miliona wątpliwości jedno jest pewne.
Kocham ją miłością największą chodź przechodzimy razem przez burzę , sztorm i prywatne tsunami.
Każde z tych zdarzeń uczy mnie, powtarzając za klasykiem: ile włożysz tyle wyjmiesz.
Ja dodam do tego jeszcze jedno zdanie : Tylko dzieląc się tym co mamy jesteśmy coś warci.
Ja dziele się miłością, Ona- rośnie w miłości.
Na dowód tego ten obraz:


Jeśli i Wy chcecie pokazać jak okazujecie sobie miłość. 
macie niepowtarzalną okazję! Kliknij: http://milosc.bebiklub.pl i przekonać się, że naprawdę warto!

P.S ... a widzieliście ile lukru i miłości ma w sobie bardzo tekstualna Ina ? Musicie to zobaczyć!

  * wpis powstał w ramach współpracy z Bebiko

Jak to możliwe, że impulsy tak często kierują Naszym życiem.
Od tych zupełnie małych, po te większe...  gmatwają, zmieniają 
i pokazują mi świat codziennie zupełnie inny i ciągle nieznany.
Od dwóch tygodni to świat poznawany z perspektywy rodzica trzylatki, 
która codziennie maszeruje na ósmą do przedszkola.

Raz rollercoaster, raz kilka skoków do basenu z kulkami.
Moc atrakcji każdego dnia. Poziom trudności: średnio zaawansowany.
W tym wszystkim jednak widzę jak zmienia się Ona, jak zmieniają się jej uśmiechy,
pojawiają nowe słowa i prześmieszne sytuacje.
Mimo, że rano nadal mamy kryzys, to popołudniem są nowe piosenki, opowieści o Filipku
i prześmieszne zwroty zaczerpnięte z ust nauczycielek.

To wszystko wygląda jak gonitwa po szczęście, po więcej i więcej.
Więcej impulsów, wrażeń, więcej biletów na karuzele, więcej emocji.
Jeśli zachłanność to tylko w takiej cenie, jako vat do pakietu dobra, którym otaczamy się niezmiennie.
Na bok odstawiłyśmy to co nie dawało szczęścia, to co uwierało i było niepotrzebnie.
Bez nawigacji, bez mapy wędrujemy na przód, wędrujemy by odkrywać siebie.

bluza: maybe4baby / spódniczka: pepco/ legginsy : h&m/ buty: Mrugała


Mamy poniedziałek, a ja przeżywam poweekendową traumę.
Brakuje mi dosłownie wszystkiego w klimacie od piątku do niedzieli.
Najbardziej  to chyba uciekania z dala od ludzi i takie prawie sam na sam.
Jedna do jednej.
Ona i ja, cisza, woda i wiatr.

Nie chcę niczego więcej. Czuje się wtedy kompletna jak bułka z masłem,
jak pizza z sosem pomidorowym i tosty z serem.
Proszę Państwa, ja się pytam: gdzie jest do cholery moje masło ?




zdj. potworywozkowe.pl

Wydarzenia ostatnich dni załatwiły mi w głowie huragan myśli na zawołanie.
Pokazały, że jestem specjalistką od wodospadów na policzkach, a moimi nerwami kołyszą pioruny.
Kilka takich zjawisk fizycznych i jestem nie rozwalona, a rozpieprzona na kawałki, kawałeczki.
Jest mi z tym smutno i jest mi z tym źle, choć do stanów depresyjnych mi daleko.
Mam za to w pakiecie migrenę, bóle żołądka i inne przyjemności, tych z rodzaju:
nie chcesz ich znać, nie chcesz ich mieć.
Mam też przebłyski odwagi bo przecież nie można ciągle mazać się w nieskończoność.
Patrzy też na mnie Ona więc dla niej będę super woman, a w domu gdy nie patrzy po cichutku zwykłym słabeuszem ciągle walczącym z jakimiś przeciwnościami.

Puka do mnie strach i grozi palcem.
Bo bardzo boję się, że ją zawiodę.
Boję się, że obrazów z głowy nie przeniosę tak łatwo do rzeczywistości.
Boje się, że coś jej zabieram, że coś tracę.
Boję się bo wkraczamy w zupełnie nowe etapy i choć lubię nowości,
ta nowość zupełnie mnie przeraża.

Daje więc sobie kuksańca w ramie i doprowadzam się do stanu użyteczności,
w końcu mam ją odebrać z przedszkola i jedziemy nad jezioro.
Huragany, wodospady, pioruny - dziękuję, może spotkamy się innym razem,
a może wcale.