Popularne wpisy


Od poniedziałku powtarzam sobie: mógłby być już weekend! W piątek mówię: wreszcie, nareszcie, jest mój! 
Czekam więc od poniedziałku na to śniadanie w stylu slow, czekam na pomysłów realizowanie na stole. Czekam na naszą czwórkę razem, nawet jeśli oznacza to kosmiczne zamieszanie i niezidentyfikowane okrzyki (na szczęście radości). Weekendowe śniadanie to śniadanie na luzie. Bez pośpiechu, najczęściej z tego, co pod ręką i tego, co sprawia największą radość! A, że najczęściej pod ręką mąka i mleko kokosowe to czarujemy naleśniki w rozmaitych wariantach. Nie wiedzieć czemu to śniadanie weekendowe zawsze okazuje się strzałem w dychę! Powiedziałabym, że nawet cztery dziesiątki, ale spokojnie -dzisiaj, choć piątek nie tańczymy z gwiazdami. Obiecuję, że najwyżej poczynimy to na pidżama party!
Co by jednak nie być zołzą sprzedam Wam dwa najlepsze przepisy na idealne śniadanie!

Puszyste Pancakes! (ok. 20 sztuk)

Potrzebujemy:
- 2 szklanki mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżki cukru
- szczypta soli
- 2 jajka
- 300 ml mleka
- 80 g rozpuszczonego masła

Sposób przygotowania: Przesianą mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia, cukrem i solą.
W osobnym naczyniu roztrzepujemy jajka, dodajemy masło oraz mleko. Całość łączymy z suchymi składnikami. 
Smażymy na suchej, dobrze rozgrzanej patelni! 
Pancakes podajemy wedle uznania: z syropem klonowym, owocami, musem śmietanowym!





Ktoś powiedział w domu czeko-naleśniki? Uwierzcie, że tego nie trzeba dwa razy powtarzać! Dzieci i dorośli je kochają!
W smaku delikatne, kruche i nie za słodkie!

Czeko-naleśniki (ok. 16 sztuk)

Potrzebujemy:
- 80 g gorzkiej czekolady
- 1 łyżka kakao
- 100 g cukru
- 150 g mąki pszennej
- 70 g masła
- 250 ml mleka
- 2 jajka

Sposób przygotowania. W rondelku roztapiamy czekoladę z masłem. Po otrzymaniu jednolitej konsystencji dodajemy mleko i kakao. Całość po wymieszaniu zdejmujemy z ognia, dodajemy jajka i cukier- miksujemy. Na końcu dodajemy przesianą mąkę. Ważne jest by patelnia była idealnie rozgrzana- naleśniki ją wtedy uwielbiają!

I niech mi ktoś powie, że na ten weekend czekać nie warto skoro to maksimum przyjemności przy minimum wkładu! Soboto, niedzielo- uwielbiamy Cię!




Niekoniecznie wypełnione elektroniką, mnóstwem przycisków i zabijające dźwiękami. 
Nie doprowadzają więc do szału, brakuje w nich baterii, a wyobraźnia zaczyna pracować przy nich na podwójnych obrotach. Po prostu książki inaczej. Konkretniej za tą fantastyczną innością stoi Herve Tullet. 
Światowej sławy autor i ilustrator książek dla dzieci. 
Jego książki to graficzny majstersztyk, niewielka ilość tekstu, a całość bazująca na interakcjach między dzieckiem a rodzicem. Jak sam mówi: „Wystarczy nieskończenie kreatywna książka, element zaskoczenia i salwy śmiechu!".

Właściwie rzecz biorąc, jego książek się nie czyta. Je się potrząsa, dmucha w kartki, obraca w różne strony. 
Przy tym często śpiewa piosenki, robi psikusy, czaruje i klaszcze!
Z niecierpliwością czekam, aż coraz więcej tytułów trafi na polski rynek, a na razie cieszymy oczy i zmysły tym, 
co w swojej biblioteczce posiadamy. Nie zapominając, że czytanie ma ogromny wpływ na rozwój intelektualny!

Kilka ważnych faktów idei Tulleta:

- Czytanie na głos dziecku, stymuluje rozwój jego mózgu.
-Czytanie kilkulatkowi rozbudza w nim ciekawość świata i pomaga mu zrozumieć siebie i innych.
- Czytanie stymuluje rozwój mowy i usprawnia pamięć.
- Czytanie kształtuje wrażliwość moralną dziecka.
- Książki kształtują pozytywny obraz siebie.
- Czytanie odpowiada również za budowanie szczególnego rodzaju więzi emocjonalnej 
pomiędzy rodzicami a dziećmi.

O czym więc nasze cztery pozycje na zdjęciu powyżej ? Może w kilku słowach, 
choć do tych książek zachęcać nie trzeba, te książki się kupuje!

,,10 razy 10"
Bo jeśli już chodzisz dumna jak paw, że ten oto mały człowiek, u twej nogawki przelicza schematycznie 
od jeden do dziesięć, to czas wnieść w to trochę urozmaicenia! Dziesięć rozdziałów, każdy tematycznie inny: kształty, kolory, ciało, zgadywanki! Wszystkie książki Tulleta z pewnością łączy jedno! Nieważne czy twoje dziecko potrafi czytać, ważne, że nawet dwulatek będzie potrafił się tą kreacją bawić! Jeśli nauka i zabawa to chyba każdy wchodzi w to w ciemno! Prawda?

,,A gdzie tytuł?"
Wiele osób posądza Tulleta o brak umiejętności graficznych czy banalną kreskę. Idea jak już wcześniej wspominałam, tkwi zupełnie gdzie indziej. ,,
A gdzie tytuł?" Pozwala nam odwiedzić znajomych autora, potem jego samego... a na końcu! No właśnie! Wygadać się nie mogę, ale ta pozycja to idealny przykład banalnej opowieści, która w głowie kilkuletniego dziecka robi rzeczy niemożliwe.

,,Turlututu. A kuku to ja!"
Jeśli powiem, że Amelia nie może oderwać się od tej książki, to nie przesadzę!
Interaktywna podróż z zadaniami to coś, czego nie da twojemu dziecku żaden robot, ipad czy nawet telewizor. Nie jestem zresztą zwolenniczką tych narzędzi, ale o tym może innym razem. Tymczasem klaszczemy, robimy żarty, śpiewamy, pukamy do drzwi, gasimy światło, wspólnie śmiejemy się i przewracamy razem z Turlututu!

,,Kolory"
Mieszanie, przewracanie, dmuchanie, istny bałagan kolorów na szczęście na powierzchni książkowej. Uff, oddycham z ulgą. Uwierzcie mi, że nawet dla dziecka, które do tej pory mieszało farbami na papierze będzie to absolutnie magiczne przeżycie. Jeśli jednak nie próbowaliście ani jednego, ani jednego, koniecznie zaszalejcie z tą książką, a potem na papierze z brudzącymi farbami! W końcu raz się żyje!

Mogę ze śmiałością powiedzieć, że Tullet potrafi rozkręcić każdego, nawet w kiepski dzień i szarówę za oknem. Jak zwykle czekam na znak, a wśród komentujących wylosuję tulettową niespodziankę książkową.

Zobaczcie książki w akcji!









Pamiętam jak jeszcze rok temu, poczułam się jakbym dostała w twarz, kiedy moje dziecko nie dostało się do przedszkola. Z drugiej strony trochę się z tym liczyłam, natłok miejsc, dwa i pół roku na liczniku, cudów nie ma. Patrząc na to z perspektywy czasu, nie żałuję. Wymagało to ode mnie poświęcenia pewnych rzeczy, zaangażowania babci i jakoś poszło. Teoretycznie można by było się odwoływać i czekać na cud, ale wzięłam to na klatę i daliśmy radę. Pół roku temu sprawdziłam wszystkie przedszkola w okolicy i tylko to, w którym pracowałam przez jakiś czas, skłoniło mnie do złożenia papierów właśnie tam. Nie każdy jednak ma szanse sprawdzić wszystko od a do z, 
a każdy jednak staje przed dylematem oddania swojego dziecka pod pedagogiczne skrzydła obcej osoby. 
Jak zrobić to dobrze? Na co zwrócić uwagę wybierając przedszkole?

#1 Państwowe czy prywatne?

Odwieczny dylemat rodziców. Próbować sił w rekrutacji czy zapłacić za pewne miejsce w przedszkolu. 
Niestety nie brzmi to ani ładnie, ani poprawnie, ale takie są realia. Koszt przedszkola prywatnego to często kwoty astronomiczne. Państwowe przedszkole też tanie nie jest, bo oprócz opłat, posiłków, dochodzą także składki, 
a także wyprawka często uzupełniana w trakcie roku. Trzeba więc przeanalizować swój budżet i zobaczyć, 
na co możemy sobie pozwolić. Być może pozostałe czynniki wpłyną na podjęcie decyzji.

#2 Lokalizacja

Najbliżej nie znaczy najlepiej i sama jestem tego doskonałym przykładem. Warto wziąć pod uwagę wszystkie możliwości. Przeanalizować ewentualny czas i sens dojazdów, a także ich koszta.

#3 Oferta edukacyjna

Obecnie mamy do wyboru różnorodne przedszkola profilowane: językowe, artystyczne, muzyczne czy też sportowe. Do zatwierdzonych przed MENiS należą także: przedszkola Montessori czy Waldorfskie.
Jeśli dziecko wykazuje zainteresowania w jakiejś dziedzinie warto spróbować sił i sprawić by warunki oraz metody, jakie będą stosowane podczas ścieżki edukacyjnej były jak najbardziej przyjazne.My postawiliśmy na przedszkole integracyjne z lekcjami angielskiego i elementami rytmiki.

#4 Nauczyciele

Warto wybrać się na dni otwarte, które często organizowane są w przedszkolach. Nie są one jednak żadną gwarancją. Możemy googlować, rwać włosy z głowy, a i tak nadal mieć wątpliwości. To normalne i towarzyszy każdemu rodzicowi, zwłaszcza jeśli wybiera przedszkole po raz pierwszy. Warto jednak by były to osoby mające odpowiednie wykształcenie pedagogiczne, pracujące z pasją, otwarte i lubiące dzieci.

#5 Jedzenie

Jeden z najczęstszych dylematów podczas wybierania placówki. Spotkać możemy się z cateringiem lub kuchnią, która funkcjonuje przy przedszkolu. Z ręką na sercu polecam opcje drugą, bo zbyt wiele historii nasłuchałam się na temat przeterminowanego i przeleżanego jedzenia. Na szczęście coraz częściej spotykam się z domowym jedzeniem w przedszkolach. Jadłospis u mojej córki, mimo że jeszcze we wrześniu posiadał drobne mankamenty to teraz często mnie zawstydza! Pewnie zauważyliście, że swego czasu głośno zrobiło się o śmieciowym jedzeniu 
i dobrze, że wiele placówek wzięło to sobie do serca. Warto by przedszkole pielęgnowało zdrowe nawyki żywieniowe, a także respektowało ewentualne alergie pokarmowe.

#6 Warunki przedszkole

Jasne i przestronne przestrzenie to coraz częstszy widok w salach przedszkolnych. Estetyka zwiększa się co za tym idzie dobór materiałów pomocniczych, zabawek, a także wystrój może nas naprawdę miło zaskoczyć. Warto zadbać by przestrzeń, w której będzie przebywać nasze dziecko była przyjazna, bezpieczna i przemyślana.

#7 Opieka specjalistów

Opieka medyczna, logopedy czy psychologa to absolutne minimum. Nie warto nawet spoglądać, tam gdzie takich osób brakuje. Każde przedszkole funkcjonuje inaczej i każde dziecko do warunków inaczej się adaptuje. Warto więc by wsparcie wynikało nie tylko z potrzeby, ale także z profesjonalizmu. Logopeda i psycholog mający stałą kontrolę nad rozwojem naszego dziecka to po prostu skarb. Kwestie bezpieczeństwa i nie tylko te związane z przestrzenią, ale także w razie nagłych wypadów-powinny być regulowane.

#8 Informacje ogólne

Godziny otwarcia przedszkola, organizacja dnia czy też grup przedszkolnych to także ważne informacje, na które warto zwrócić uwagę.Każda z nich adekwatna do potrzeb naszego dziecka. Wpływ będzie miała tutaj obecność drzemki czy przwyczajenia, jakie dotąd towarzyszyły na co dzień. Grupy przedszkole nie powinny liczyć więcej niż 20 osób, a na każde dziesięć powinien przypadać jeden opiekun. Warto zainteresować się także czy dany wychowawca będzie towarzyszył naszemu dziecku przez cały cykl edukacyjny.

#9 Formalności

Warto zapoznać się z listą dokumentów, jakie powinniśmy do danego przedszkola dostarczyć i w jakim terminie. 
Coraz częściej w większych miastach, pojawiają się zapisy elektroniczne, więc jest to pozornie sporym ułatwieniem. Nic jednak nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z dyrekcją czy rozmową z jednym z pracowników placówki.

#10 Idealne przedszkola nie istnieją!

Każde przedszkole ma jakieś mankamenty. Czasami większe, może niewidoczne na pierwszy rzut oka, ale najważniejsze by kadra, warunki i styl funkcjonowania był zgodny z twoimi przekonaniami i z tym, co praktykujesz na co dzień. W przedszkolu w dzieciach wykształcają się zupełnie nowe zachowania, ze względu na pełnienie przecież zupełnie innej roli w społeczeństwie. 
To naturalny etap w życiu, przez który trzeba przejść, najpiękniej jak tylko się da. 
Chociaż na początku nie zawsze bywa pięknie i kolorowo.

Mam ochotę na wiosnę, mam ochotę na brak wycieczek po publicznych i prywatnych przychodniach. Mój portfel krzyczy wiosna, krzyczę i ja wraz z kilkulatkami pokrzykującymi po mnie. Mam ochotę na bezczelne łapanie promieni słonecznych na buzie bez połykania mrozu nozdrzami, ustami, a nawet uszami. Bo właściwie rzec biorąc, taka zima w piątek, wiosna w sobotę po prostu mnie dobija. Niech zdecyduje się ktoś, kto tym wszystkim zarządza, bo szlag mnie trafi, a tego przecież nie chcemy. Argumenty: sorry, taki mamy klimat- nie działają.

Staram się więc mieć to wszystko w dupie, a w języku kilkulatka lepiej pod tyłkiem, a właściwie poddupnikiem. Łączę to dla Was na zdjęcia, bo najpierw to trzeba zobaczyć, potem to trzeba kupić i pozostaje tylko jeść, gotować 

i mieć fun na poziomie! Bo kto by pomyślał, że te kilkanaście centymetrów po prostu ułatwi nam życie. Poziom!
Tym bardziej że przestałam pałać wielkim entuzjazmem do pojawiających się co chwilka podobno superhiperułatwiających życie gadżetów. Nie ufam, nie rzucam się jak pies na kiełbasę, choć kiełbasę kocham! 
(cóż za wyznanie) Jestem rozsądnym konsumentem, a po kilku miesiącach zauważył to nawet mój facet i powiada, że jest dumny!

Na poziomie, z Hanną Helą i Elą, bo to ich sprawka, mówiąc krótko: staraMY się nie zwariować, mając na uwadze ciągłe dawkowanie syropów, kropelek, pierdołek i duperel. Lekiem na całe zło staje się czekolada.

Czekolada w kształcie gwiazdek, z łychą do kompletu. W pierwszej fazie roztopiona w kąpieli wodnej, z łyżeczką masła orzechowego, przelana do foremek, całość wędrująca na chwil kilka do lodówki. Zanurzona gwiazdka w mleku -niebo w gębie, niebo wszędzie. Zabawa przy tym nieoceniona! Radość kosztowania nieziemska!
I powiedźcie mi, proszę czy czekolada nie daje szczęścia?
Kilka centymetrów pod tyłkiem, czeko-gwiazdki i błagam: krzyczmy WIOSNA!


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Legenda :


Silikonowe foremki : Tesco 
Drewniane łyżeczki: ScandiLoft
Kubeczki z literkami : ScandiLoft
Poddupnik : Hanna Hela i Ela










Może ostatnio zrobiło się bardzo kulinarnie, ale jak mogłabym sobie odpuścić tłusty czwartek, powiedźmy w wersji light. W przygotowaniu mam weekendowe czeko-naleśniko i czeko-gwiazdki do mleka. Stay tuned!
Wszystko zdrowe, pyszne i pełne miłości. Oczywiście nie z okazji zbliżających się walentynek, ale z okazji ostatnich kuchennych natchnień! Jeśli chcecie tłusty czwartek przemienić w mniej kaloryczny, niech pączki i faworki wylądują zamiast w oleju- w piekarniku! To sprawdzony sposób, choć ja w tym roku odpuszczam takie przyjemności, Wam życzę smacznych i mało kalorycznych, smakowych uniesień!

Składniki:

-500 g mąki pszennej ( lepsze połączenie to 300g mąki pszennej+200g krupczatki)
-60g masła
-5 żółtek
-1 łyżka spirytusu
-szczypta soli
-3/4 szklanki gęstej kwaśnej śmietany 18%

Sposób przygotowania:


Masło rozpuszczamy, po wystudzeniu łączymy z resztą składników i zagniatamy na jednolite ciasto. 
Zawijamy w folie i wkładamy na godzinę do lodówki.  Schłodzone ciasto wybijamy wałkiem (około 20 minut) 
tak by odpowiednio się napowietrzyło. 
Dzielimy na kilka części i każdą, po kolei rozwałkowujemy bardzo cienko. Wycinamy prostokąty, nacinając w środku paski o długości 1 cm - każdy faworek przekładamy przez otwór (dobrze widać to tutaj). 
Faworki pieczemy w temperaturze 180 stopni około 15 minut. 
Po ostygnięciu, faworki posypujemy cukrem pudrem. 

Smacznego, jutrzejszego czwartku Kochani!





Nic nie działa na mnie bardziej pobudzająco niż Ona wracająca z przedszkola i On wracający z pracy.To takie przyjemnie pobudzenie, gdy uświadamiasz sobie, jak bardzo chce Ci się starać, jak bardzo chce Ci się obok być. 
I ten czas- wszystko przed, gdy czekasz, gdy plątasz się po kuchni i myślisz co na obiad. Robisz szybki pogląd na lodówkę, jeszcze kilka inspiracji z ulubionych kulinarnych książek, kilka oddechów i można działać! Czasem przygniata cię zmęczenie, czasem niewiarygodnie się spieszysz, dlatego przywitaj się ze mną- wyznawczynią szybkich, prostych i efektownych obiadów.

Oprócz zawartości lodówki i nabywania umiejętności kulinarnych przewartościowałam w moim życiu wiele. Zwłaszcza ostatnimi czasy. Kosztem wyrzeczeń, kosztem zmian i wyszło mi to na dobre, nawet bardzo. 
Nie boję się już tych wszystkich życiowym metamorfoz, bo wiem, jaki mają skutek. Wiadomo, nie zawsze jest cukierkowo albo nawet pastelowo, bo kolory w tych odcieniach biją podobno rekordy popularności. 
Nie zmienia to faktu, że każdy jest jednak odpowiedzialny za swoje. 
Odpowiadam więc za to, co otacza mnie, za to, co otacza moją córkę, za rukolę w lodówce i miłość do M. 
O ile o rukolę nie muszę się za bardzo martwić, to nad całą resztą ostro pracuję.

Zostając jednak przy rukoli i .....książkach kucharskich, bo to ich czytanie, a raczej oglądanie obłędnych zdjęć pobudza mnie do granic możliwości, a w głowie ostatnio słyszę głos: Pysznie bez glutenu! Pozycja, która wpadła w moje ręce przez zupełny przypadek i z pewnością zostaje na dłużej. Bo jeśli miłość moja do rukoli, to miłość jego, 
a ta miłość to zdecydowanie w każdym wydaniu pasta! Jeśli u Was podobne miłostki to koniecznie zaglądnijcie do książki albo po prostu do innych i koniecznie szukajcie inspiracji.

Na naszych talerzach pasta, którą przygotujecie po zmiksowaniu: opakowania rukoli, kilkunastu świeżych liści bazylii, dwóch łyżek oliwy z oliwek, dowolnych ziaren: słonecznika czy też migdałów, orzechów. Połączyć możecie z kurczakiem, bezglutenowym makaronem czy wedle upodobań dietetycznych.

P.S Skoro rukolę dostanę wszędzie to, to popołudnie poświecę na kolejną lekcje odpowiedzialności za szczęście moich bliskich. Zdecydowanie warto.