Nie ma dróg na skróty


Ostatnio działam na etacie obserwator rzeczywistości. Patrzę sobie dyskretnie z boku, nie komentuje na głos, a przemyślenia chowam głęboko do kieszeni. Niektóre mają dziury, sprytnie uciekają prawą lub lewą nogawką. Niektóre lądują w pralce,
a część z nich zostaję ze mną i robi mi burdel w głowie. Przyglądam się, nikomu nie robiąc krzywdy, zastanawiam się,
w którym kierunku zmierzamy i dlaczego tak daleko. Otrzymuję kolejny komentarz, który mówi mi jak mam żyć, a ja tak bardzo chcę po swojemu. Przecież nikt za mnie nie będzie latał z mopem po domu i mył garów po nocach. Przyglądam się koleżankom po fachu, które piszą o akceptacji, a w kącie retuszują swoje zdjęcia z fałd i rozstępów. Szybko naciskam czerwony krzyżyk, a przed oczami już świeci mi reklama środka na odchudzanie. Pukam się po głowie i boję się co jeszcze znajdę dziś w internecie. Drażni mnie obłuda i droga na skróty. Cholera, jak to mnie drażni!

Amelia pojechała do babci, w końcu tęsknota nie wybiera. Zamykam komputer, idę na trening. Uciekam od ciszy w mieszkaniu. Zamazuję pozorne obrazy rzeczywistości. Wolę tu i teraz z rozstępem na udzie, który zamieszkał ze mną jeszcze w czasach gimnazjum. Nie boję się go pokazać. Po raz kolejny maszyna przelicza za mnie mój wysiłek. Masa mięśniowa, poziom tkanki tłuszczowej i ta cholerna woda w organizmie, z którą ciągle walczę i walczę. Zbilansowana dieta, nawodnienie organizmu, powiedźcie, że wy też macie z tym problem. W końcu będąc nie tylko obserwatorem, ale matką, kucharką, sprzątaczką, wykładowcą szkoły życia nie jest łatwo. Dodajmy rolę partnerki czy żony, świat staję na głowie i tańczy break dance.

Ktoś kiedyś powiedział, że odpowiednie nawodnienie to mądra i zdolna do działania głowa. Wrzucam więc owoce, zalewam wodą, do ręki chwytam ulubiony kubek i czuję, że mogę zwojować świat. Czas dać sobie wycisk, nie ma skróconych dróg.


Czytaj więcej >

Rodzicielska ignorancja

Wychowanie, Życie rodzinne,

Funkcjonuję w społeczeństwie, stąpając lekko ponad chodnikiem i uśmiechając się do świata. Często ludzie biorą to za idiotyzm i przejaw zachowań psychopatycznych. Cóż poradzić. Jestem maksymalnie pozytywna. Lubię dobrą muzykę tak samo, jak mądrych i dobrych ludzi. Otaczam się nimi w niebywałej przyjemności. Często, gęsto wrzucam się jednak na ocean dziwnych ludzkich zachowań i włosy stają mi dęba. Najczęściej dostarczam sobie takich doznań weekendami, kiedy wreszcie można rzucić w kąt zegarek i dostarczyć dzieciom rozrywek. Nie zawsze jest to szczyt naszej kreatywności, ale staramy się wybierać miejsca z naciskiem na młodszą części naszej patchworkowej familii.

Coś tymi weekendami jednak we mnie pęka albo dosadniej uwiera mnie w tyłek. Wkurzam się wtedy niemiłosiernie. Wkurzam się na idiotyzm, na szeroko pojętą nieczułość i ignorancję. Denerwuje mnie ludzka głupota, mam na nią alergię.
Mimo wszystko często staram się przymykać na nią oko, nie dostrzegać, nie dopuszczać do mojej świadomości. W końcu mamy weekend. Nie wtrącam się, jeśli ktoś nie narusza strefy mojego komfortu. W końcu nie jestem typem awanturnika, pouczać też nikogo nie zamierzam (tego nikt nie lubi). Coraz to gryzę się w język, a buzie zaklejam super glu dla bezpieczeństwa. Nie od dziś wiadomo, że emocje są złym doradcom.

Ta sobota i niedziela to jednak idealny plac obserwacji i tysiące pytań do.
Co zrobić, kiedy ktoś uprawia egocentryzm? Co zrobić kiedy widzisz dziecko puszczone samopas, w siną dal, hejże hej, hejże ha gdzie wiatr poniesie? Co w sytuacji, kiedy rodzice nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności za zachowania swoich dzieci? Kiedy sobie z nimi nie radzą? Te za to plują, biegają i wypowiadają tysiące okropnych słów, jakby zjadły co najmniej kilogram cukru i próbowały znaleźć sposób jak jego nadmiar z organizmu ulotnić. Oni, wiecznie zmęczeni z wyłożonymi nogami na trawie. Łapiący słońce, muzykę w uszach i chmiel, niezważający na jakiekolwiek niebezpieczeństwa. Potem to się czyta te nagłówki, że dziecko zostawili w samochodzie, że dziecko utonęło, że krzywda taka i taka. Mam dość dawania przyzwolenia na rodzicielską ignorancję.

Czasem to nawet mam wrażenie, że to taka gra w ucieczkę. Kto oddali się bardziej od siebie i zrobi sobie większą krzywdę kosztem spokoju. Co począć. Nie każdy zna ten moment, by skupić się na sobie, tryb slow life to w obecnych czasach trochę luksus, trochę all inclusive. Czy to jednak daję prawo do takich zachowań?
Zaraz padną gromy, że jestem matką wariatką. Szukam na siłę zaczepki, kłopotu i chcę zbawiać świat.
Drodzy, mam w sobie ogromne pokłady luzu i jest u nas miejsce na lekcje samodzielności, życiowe korepetycje ze stłuczonych kolan i łzy na policzkach. Nie bawię się w detektywa i fotografa każdego najmniejszego kroku. Rozdzielam spontaniczność i doceniam ulotność chwil. Wiem też, że nie uleczę całego świata. Nie zmienię myślenia kilkoma zdaniami. Zawsze jednak pozwalam sobie przywoływać fakt, że chcąc czy nie chcąc dzieci chłoną wszystko jak spragnione wody gąbki.
Nie wynoszą brzydkich słów tylko z przedszkola czy od kolegi, nie biją, nie plują, nie awanturują się bez powodu
(chociaż istnieje grono zachowań świadczących o podkreślaniu swojej obecności na świecie ale to może innym razem).

Obserwacje weekendowe niosą  mi myśli o osamotnionych dzieciach, równie osamotnionych i zmęczonych rodziców.
U nich codziennie świecą się na czerwono lampki z napisem czułość i zainteresowanie. Widzę to na placu zabaw, przyleśnym parku atrakcji czy w supermarkecie. Nie wiem, gdzie biegną i jaki ich cel. W głowie mam tylko myśl: Zatrzymajcie się na chwilę i przytulcie dziecko, które krzyczy każdy gestem, że Was potrzebuje. Poszukajcie chwili na rozmowę, na dobre słowo
i całus w czoło.

Cholera, znacie ten stan?
Chociaż prawda jest gorsza. Bardziej od rodzicielskiej ignorancji to ja jednak nie znoszę mojej bezsilności. Dlatego zeruję myśli i wracam do zdjęć z weekendu. Na chwilę, na moment dam sobie z tym wszystkim święty spokój.



Czytaj więcej >

Kawa mrożona na trzy sposoby

Kawa mrożona, kawa malinowa, kawa bananowa, kawa brzoskwiniowa, owocowe frappe

Ze świecą szukać tego, co upał w ostatnich dnia wychwala pod niebiosa. Nawet jeśli całymi dniami smaży tyłek na słońcu,
z oczywistych względów wszystko się kiedyś kończy. Ludzie pracy żyją ostatnimi tchnieniami przestarzałych wiatraków lub
z łaski klimatyzacji. Czekając na urlop, odrywają kolejne żółte karteczki samoprzylepne z napisem "to do". W ostateczności
rwą włosy z głowy. Matki polki wreszcie zaprzestały przyodziewania dzieci w skarpetki i przykrywania każdej możliwej
części ciała kocykiem. Same też zaliczyły pierwszy letni outfit. Alleluja! Wszystkich łączy jedno. Narzekamy.
Narzekamy, że jest zimno by móc narzekać, że jest za gorąco. Z okazji, bez okazji, jako najprawdziwszy hejter
temperatury powyżej 25 kresek daje sobie prawo do mroźnych eksperymentów, najlepiej z dodatkiem kofeiny.

Skoro mroźne eksperymenty, to mrożona owocowa kawa na trzy sposoby niech będzie dla Was 
idealną weekendową inspiracją!

Ciekawostka
Czy wiesz, że.... Połączenie kawy i kostek lodu zawdzięczamy pracownikowi firmy Nestle (Dimistrisowi Vacodinsovi)? 
Historia mówi, że odkrycie tej receptury było dziełem przypadku. Po prostu zabrakło mu ciepłej wody na kawę i tak się wkurzył, że wypił zimną. Powiedźmy sobie szczerze: dobrze, że mu zabrakło. Wyszło nam to na dobre!

Kawa brzoskwiniowa, owocowe frappe

Sposób przygotowania: Z soku z brzoskwiń przygotuj kostki lodu.
Kostki lodu połącz z kawą (150ml). Na wierzch przygotowuj wedle uznania: ubitą śmietanę 30%/
śmietanę 30% + mascarpone/ spienione mleko.

kawa malinowa, malinowe frappe, domowe frappe

Sposób przygotowania: Przygotuj kostki lodu. Maliny zagotuj z kawą (150ml), sokiem z cytrusów ( cytryny, pomarańcza)
i brązowym cukrem  (2 łyżeczki). Gotuj aż do rozpadnięcia się owoców. Po ostygnięciu, przecedź maliny przez sitko.
Na koniec, dodaj kostki lodu.

Kawa bananowa, bananowe frappe, frappe w domu

Sposób przygotowania: Przygotuj kostki lodu. Banan zblenduj z mlekiem. Kawę wymieszaj w osobnym naczyniu z kostkami lodu. Bananowe mleko przelej do naczynia, następnie zalej wszystko kawą z kostkami lodu. Na wierzch wedle uznania, przygotuj: ubitą śmietanę 30%/ śmietanę 30% + mascarpone/ spienione mleko.
Czytaj więcej >

Warsztaty Tefal Cuisine Companion

Warsztaty, Tefal, Warsztaty, Cuisine companion

W kuchni od zawsze lubiłam klasykę, bo dla mnie to babcine pierogi, domowe ciasta, proste i szybkie obiady to luksus. Niebywała radość i duma z bycia z krwi i kości panią domu. Niekoniecznie na tip top i zawsze z pomysłem na obiad, w głowie. Koniecznie z odrobiną przebiegłości, sprytu i mądrości. Dlatego nie tylko przywykłam do odgrywania tej roli
w dorosłym życiu ale, wzięłam to z radością na przysłowiową klatę i daję radę.
Przynajmniej dopóki nie muszę zmywać garów.

Jeśli więc istnieje urządzenie, które mi to wszystko może ułatwić i dodatkowo jest sygnowane logiem Tefal, to idę w to ciemno. W końcu zaufałam już sokowirówce, która znosi wszystko. Zaufałam też patelni, która nieściągnięta przez trzy godziny z palnika nawet nie zapłakała teflonem nad swoim losem. Zaufałam parowarowi, który serwuje nam prawie codziennie obiady, to czemu być podejrzliwym w spotkaniu z Cuisine Companion?

Nie zawahałam się nawet przez chwilę i 13 czerwca stanęłam oko w oko nie tylko z fantastycznymi blogerami i Grzegorzem Łapanowskim, we wspaniałej asyście w Food Lab Studio. Stanęłam także przed wielofunkcyjnym robotem, który gotuje: na wolnym ogniu, na parze, miesza, smaży, wyrabia i ubija. Do tego automatyczne programy, które sprawią, że gotowanie wymaga od nas minimum zaangażowania.

Podczas warsztatów, mogliśmy się przyjrzeć pracy Cuisine Companion na różnych produktach, o różnych konsystencjach. Przygotowywaliśmy dania w trzech drużynach od przystawki po deser. Przygotowanie trzech przystawek, trzech dań głównych i trzech deserów zajęło nam dwie godziny i uwierzcie mi, że warte były grzechu. Nawet kosztem porzucenia dietetycznych przyzwyczajeń. Wszystko przygotowane było z najlepszej jakości produktów, bo to także one odgrywają ważną rolę.

















- Łatwość obsługi, intuicyjność – 6 automatycznych programów wybieranych 1 kliknięciem
- Wielofunkcyjność
- Komplementarność – robot przygotowuje pełny posiłek, od przystawki aż po deser
- Programy automatyczne - jest to rozwiązanie dla początkujących kucharzy
- Tryb manualny - pozwala na tworzenie własnych przepisów, jest to rozwiązanie dla zaawansowanych
- Oszczędność czasu – nie ma konieczności doglądania urządzenia w trakcie gotowania
- Pojemność - do przygotowania posiłku dla całej rodziny/grupy znajomych naraz

Sama kulinarna przygoda to nic, w porównaniu z tym, jak apetyt rośnie w miarę nie tyle jedzenia,
ile samego przyrządzania. Design urządzenia, czytelność programów i niewielki rozmiar, składa się dla mnie na słowo IDEAŁ.

Zresztą, jeśli potrzebujecie dowodów, to przed Wami menu, które zrealizowaliśmy podczas warsztatów.

Przystawki:

Świeże liście z vinegretem malinowym i grillowanym serem kozim

Shot z ekologicznego jogurtu i nowalijek z kawiorem z łososia i świeżymi kiełkami

Pierś z kaczki pate, z owocami i chałką

Dania główne:

Risotto z pęczakiem i młodymi warzywami

Chicken Lemon Curry

Wołowina z grzybami, parowanym pak i szparagami

Deser:

Krem cytrynowy z miętą i bitą śmietaną

Sorbet malinowy z verbeną i mascarpone

Cygaretki z ciasta filo z kremem migdałowym i syropem różanym









Warsztaty kulinarne były więc nie tylko niezwykłą przygodą, ale i niebywałym doświadczeniem.
Gotowanie w towarzystwie ludzi z pasją i pomysłem to sama przyjemność. Byle do szybkiego zobaczenia.

W końcu hasło: żyj z tefal, żyj z pomysłem, można uzupełnić o jeszcze jeden zwrot: żyj z kuzynem
– bo tak żartobliwie nazywana jest w kulinarnym środowisku nowość Tefal.




Czytaj więcej >

Żegnaj migreno!


Nie pamiętam, kiedy przybiłyśmy sobie po raz pierwszy piątkę. Pamiętam jednak, że nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia
i na siłę chciała tkwić u mojego boku. Energetyczna pijawka, która trzyma cię w niepewności przez dłuższy czas.
Później odczuwasz senność, bóle głowy i to uczucie jakby ktoś jej zawartość przełożył do maszynki do mielenia.
W dodatku ciemność, wszystko ciemność. Szukasz ciemności, pragniesz jej i liczysz, że ukoi twoje cierpienie. Nic bardziej mylnego. Powieki nie są w stanie się zamknąć, a Twoja głowa huczy. Dochodzi promieniujący ból szczęki i każdy ząb odczuwasz bardziej niż na wizycie u stomatologa. Tutaj jednak nie ma opcji znieczulenie. Trucie się tabletkami jest rozwiązaniem na krótką metę. Organizm szybko przyzwyczaja się do ketonalu sztuk trzy i solpadeine szuk dwie. Żołądek powoli zaczyna nie wyrabiać na zakrętach i każde takie działanie farmaceutyczne uwiera niczym skórka od pomidora.

Zaczynasz czytać i szukać. Pamiętając, że internet to źródło nie tylko wiedzy, ale i głupoty. Szybko okazuje się, że jest was więcej. Migrenowców. Ludzi dotkniętych przeklętym bólem głowy, który najczęściej kojarzony jest z wymówką.
Uwierzcie mi na słowo, w tym wypadku to najgorsza z możliwych wymówek.

Migrenowcy nie funkcjonują podczas ataku bólu. Często nie są w stanie podnieść ręki, a nawet wypowiedzieć pojedynczego słowa. Nie są w stanie przygotować obiadu, posprzątać w domu ani zając się swoim dzieckiem. Są jak warzywo, które sparaliżowane pulsowaniem skroni, płacze bezbronnie w poduszkę.

Nie byłabym sobą, gdybym nie poszukała dalej. Interesowało mnie, dlaczego to ja i jak długo jeszcze będzie to trwać.
Faktem jest, że migreny zazwyczaj nasilają się w trakcie i po okresie dojrzewania. Obniżają swoją objawowość, dopiero w późnym okresie starości. Czynniki genetyczne pełnią tu także dość istotną rolę. U większości przepytanych przeze mnie osób, bóle głowy występowały już wcześniej w rodzinie. Żeby mówić jednak w ogóle o migrenie, trzeba pamiętać, że ma charakterystyczne objawy:

- ból ma charakter napadowy, określany jako tętniący
- ból jest silny i występuje przewlekle
- bóle mogą trwać od 4 do 72h
- bóle pojawiają się w cyklach lub trwają nieprzerwanie przez kilka godzin
- napady bólu migrenowego są nawracające
- ból migrenowy ogranicza codzienną aktywność życiową

Lekarze niechętnie diagnozują migrenę. Lubują się jednak w bagatelizowaniu i testowaniu kolejnych leków. Zastanawiam się tylko, ile może trwać takie bezmyślne leczenie. Na własną rękę odwiedziłam kilku lekarzy, byłam blisko szaleństwa bo czułam, że nie jestem w stanie poradzić sobie z tym bólem sama. Nie był w stanie pomóc mi także nikt bliski. Nie mogłam pozwolić sobie także na bezczynność, kiedy na co dzień większości mojego czasu wypełnia dziecko.

Migreny mają różny charakter, wyróżniamy:

- migreny bez aury (najczęstsza odmiana, dotykająca blisko 80% cierpiących na tą przypadłość)

"Charakteryzuje ją zespół dolegliwości trwających od 2 do 72 godzin, z których najbardziej uciążliwy jest silny, pulsujący ból głowy, zlokalizowany głównie w okolicach skroni. Cechą charakterystyczną jest jednostronność występowania dolegliwości."

- migreny z aurą (występuję rzadziej i dotyczy 15% ogółu chorych na migrenę)

 "Charakteryzuje się występowaniem tzw. aury, czyli zespołu objawów poprzedzających napadowy ból głowy."

Ponadto do czynienia mamy z migreną okoporaźną, siatkówkową, dziecięce zespoły okresowe, migrenę powikłaną
i powikłania migrenowe, które nie mieszczą się w przebadanych ramach.

Przeanalizowałam informacje, które wypełniały moją głowę od kilku lat. Kiedy byłam sama, raczej bagatelizowałam objawy tak jak i moją przypadłość ignorowali ludzie. Odkąd na świecie jest Amelia, na wszystko patrzę z innej perspektywy. Rodzicielskiej, odpowiedzialnej i znacznie bardziej kompleksowej. Wzięłam ten problem i wieloetapowo przeanalizowałam. Zauważyłam zależności, kiedy ból się nasila i jaka jest jego charakterystyka. Odkryłam, że to wzrok wadzi. Kiedy tylko męczyły się oczy, moja głowa dawała znak, a potem startował cały proces. Zajęło mi to pięć lat. Niekoniecznie jestem dumna ze swoich działań farmaceutycznych, ale chyba chciałam wierzyć, że to wszystko pomoże.

Pomogła wizyta u specjalisty. Pomogło wykrycie niewielkiej wady. Pomogły okulary. Trzy proste kroki, na własną rękę. Niestety nie uniwersalne, ale po raz kolejny udowodniłam sobie, że tylko obserwując swoje ciało. Tylko dbając i wprowadzają w swoje życie profesjonalną profilaktykę, można zadbać o siebie kompleksowo. Niestety publiczna służba zdrowia w tej kwestii zawiodła. Wszystkie badania przeprowadziłam na własną rękę i obciążenie swojego rachunku.
Cena jednak jest niczym, gdy mogę krzyknąć: Migreno żegnaj, nie będę tęsknić!

migrena, wada wzroku, okulary

wada wzroku, migrena, okulary

Okulary otrzymałam dzięki współpracy z firmą Firmoo. Wybór zajął mi kilka minut ale tak, to już bywa, kiedy coś nam się naprawdę spodoba. Okulistka jeszcze tylko wymierzyła odległości źrenic i dobrała szkła. Ja zajęłam się zamówieniem, które dotarło do mnie w ciągu czterech dni roboczych. Efekty możecie ocenić sami, ja póki co przyzwyczajam się do spokojnego zasypiania i porannego wstawania, bez walki z bólem migrenowym.

Jeśli tylko macie potrzebę: KOD RABATOWY -15% na pierwsze zakupy, otrzymacie TUTAJ 
Najnowsza oferta Firmoo http://www.firmoo.com/new-arrivals.html
Migrena, Wada wzroku, Firmoo, Okulary

Czytaj więcej >

Kosmetyczni ulubieńcy #4


Wiecie już, że nie jestem kosmetyczną maniaczką, wiecie też że lubię w tej kwestii minimalizm. Zakupy organizuję
w myśl zasady: tylko to co zbliża się do denka i tylko to co niezbędne. Tym sposobem mogliście poznać
już kilku moich ulubieńców, który goszczą w mojej kosmetyczce i na półkach w łazience. Najczęściej sięgam po klasyki,
ale z powodu nagromadzenia nowości (głównie za sprawą prezentów) otwieram się na nowe.


1. Dax Cosmetics, Perfecta SPA Cukrowy peeling do ciała

Każda skóra raz za czas potrzebuję porządnego złuszczenia. O ile w kwestii twarzy, dłoni i stóp, znajdziemy najprostsze rozwiązanie, czyli maski z kwasami, które pozwalają pozbyć się starego naskórka. Tak w przypadku reszty ciała, może być nam po prostu ciężko. Chyba że przejedziemy się kilka razy tyłkiem po kamieniach, ale to raczej niefortunnym przypadkiem. Peeling z perfecta, całkiem nieźle radzi sobie ze złuszczaniem naskórka. W konsystencji gęsty i niesamowicie wydajny. Aplikacja nie sprawia problemów, a sam peeling dobrze się wchłania. Do tego dodajmy zapach: słodki, niechemiczny.
Jest tylko jedno, ale: w kwestii ujędrniania. Nie czarujmy się, ale bez ćwiczeń i dobrej diety żaden krem nam nie pomoże.

cena: 15zł/ 225ml

2. Dax Cosmeticts, Perfecta SPA Masło do ciała Creme Brulee

Tylko ktoś, kto ma problemy z suchą skórą zrozumie tego, kto przetestował większość specyfików żeby sobie z tym jakoś poradzić. Oprócz ulubionych emolientów, wreszcie mam coś, co pachnie tak, że można by zjeść i przeznaczone jest dla dorosłych. Dodatkowo świetnie nawilża skórę, ale istotne będzie dla niektórych, że długo się wchłania.
W konsystencji gęste, dzięki czemu i wydajne. Bez parabenów

cena: 15zł/ 225ml


3. Ziaja, Tonik zwężający pory na dzień/ na noc

Nie od dziś wiadomo, że przy demakijażu nadajemy skórze odczyn zasadowy. Aby Ph wróciło na poziom 5,5 warto byłoby zastosować coś, o kwaśnym odczynie. Tonik Ziajaz powrotem , jest w tej kwestii moim niekwestionowanym ulubieńcem.
To już kolejne opakowanie i chyba prędko się to nie zmieni. Tonik łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia i zmiany trądzikowe. Normalizuje także łojotok, a po długotrwałym stosowaniu zwęża pory. Należy pamiętać, że nie jest to kosmetyk do demakijażu, a po demakijażu lub tuż przed nim.

cena: 7zł/ 200ml

4. Avon, Nawilżająca maseczka do twarzy z śródziemnomorską oliwą z oliwek.

Uwielbiam maseczki o konsystencji żelu, dlatego nie wyobrażam sobie braku właśnie tego specyfiku w mojej kosmetyczce. Najlepiej działa, w połączeniu z mocnym peelingiem. Nawilża i odżywia cerę. Należy jednak wspomnieć,
o zawartości gliceryny (działanie zapychające), która osobom o suchej skórze może zrobić kuku.

cena: 12zł/ 75ml

5. Avon, Nawilżający olejek do włosów ze śródziemnomorską oliwą z oliwek

Produkt, który głównie aplikuję na włosy mojej córki. Wyrównuję tym samym ph włosa po zasadowych szamponie. Sporadycznie wcieram kilka kropel w swoje końcówki, zabezpieczając je przed szkodliwym działaniem słońca czy wiatru.
Olej dobrze nawilża włosy, pomaga je rozczesywać i nadaje im miękkości. Według producenta, po aplikacji należy spłukać pozostałości olejku, my jednak ten etap pomijamy. Nakładamy taka ilość by, swobodnie mogła wchłonąć się do włosa.

cena: 15zł/ 50 ml

6. BIO IQ, Krem pod oczy

Długo szukałam ideału, który powaliłby składem na kolana i przyniósł ukojenie skórze. Szybko przekonałam się, że często to cena weryfikuje działanie, a co za tym idzie i skład kosmetyku. BIO IQ to kosmetyki wytwarzane w 90% ze składników pochodzenia naturalnego. Krem pod oczy idealnie wygładza i wypełnia kontur oczu. Nie powoduje podrażnień,  łagodzi moje cienie po nocnych eskapadach z komputerem. Działa tez wzmacniająco na naczynia krwionośne.
Jest niesamowicie wydajny i towarzyszy mi już od roku.

cena: 70zł/ 15ml

Jeśli tylko macie ochotę, w oczekiwaniu na kolejną część cyklu podzielcie się swoimi kosmetycznymi ulubieńcami.
Inspirujmy się wzajemnie!

Czytaj więcej >
Panna mi i jej zabawki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.