Popularne wpisy

 

Kiedy nie trzymam jej za rękę, a kiedy daje do tej ręki monetę i pozwalam zapłacić za kawę, 
którą wypiła choć była dla mnie. Kiedy chowa się pod kocem i mówi, że nie wolno przeszkadzać.
Kiedy do telefonu recytuję: nie mam czasu rozmawiać kochaniutka, zadzwoń później.
Kiedy wieczorem mówi, że nie będziemy czytać bo jest zmęczona. 
Kiedy mówi, że chce koniecznie sama choć może wiązać się to ze zdartym kolanem, częściej jednak zwykłym siniakiem. Upadki i wzloty. Wolność w wydaniu trzylatka zarysowuje się mniej więcej tak jak w zdaniach, 
które przed chwilą przeczytałeś. 
Tutaj nie sprzedawali instrukcji obsługi, a reklamacji nie uwzględnia się w żadnym z punktów serwisowym. 
Nawet jeśli to porodówka- to sorry taki mamy klimat.

To wszystko to pakiet, który ciągle jest wersją beta ale tą najlepszą z najlepszych, jednocześnie wersją w której ciągle coś się zmienia i nie pozwala wypuścić się na rynek. Ona jest jedna. Jedyna. Taka wersja premium tylko dla mnie.
Niepowtarzalna, moja, z fochem pod przedszkolem i kiedy mówi, że już mnie nie lubi 
bo nie pozwalam wejść sobie na głowę. 
Swoja kiedy chowa się do szafy i mówi, że jej nie ma. 
Kiedy nie potrzebuje mnie już trzymać za rękę i tylko co jakiś czas sprawdza czy jestem w pobliżu. 
Swoja wśród koleżanek i kiedy wybiera smak ulubionych lodów.
Moja gdy patrzę i swoja gdy wydaje jej się, że tego nie robię. Taka właśnie wolność, która
każdego dnia mnie zaskakuje i słyszę ten głos w środku głowy: 
Halo, Halo Mamo! Komunikat specjalny- Amelia to już całkiem duża dziewczynka!






zdj. Klaudia Michalska

Nie traktuje wyjątkowo poważnie tego, że w moim portfelu gości dowód osobisty od dobrych kilku lat. Obok legitymacja studentki, za chwilę pojawi się kolejna.  Nie traktuje poważnie wyznaczników wieku. Nie czuję się najzwyczajniej w świecie na tyle ile mam wpisane w metryczce.
Czasem wydaje mi się nawet, że urodziłam się nie w tej epoce co trzeba. Ominęło mnie wiele kultury i sztuki, 
którą teraz staram się nadrabiać. Mimo, że ciałem mam dwadzieścia trzy lata, to w głowie jestem kobietą pod trzydziestkę, która za plecami ma więcej niż dużo.

Nie upajam się jednak przeszłością i tym co było. Każdy kolejny rok pokazuje mi jak wiele mogę zdziałać ciężką pracą, z dodatkiem odrobiny szczęścia, otaczając się ludźmi, którzy kochają i wspierają. 

Nie traktuje tego kolejnego dnia w roku jako przełomu. Nie czekam na stertę prezentów i facebookową tablicę wypełnioną życzeniami.
To co sobie życzę chowam gdzieś daleko w głowie i głęboko w sercu, mając nadzieje i działając tak by się spełniło. 
Dzisiaj szczęście jak co dzień rano chowam w jej uśmiechu i drobnych gestach przyjaciół i bliskich.
Dzisiaj jest kolejny dzień szczęśliwości jak mawia moja córka.
Dzień dobry Państwu dwudziestego ósmego dnia września. 





W jesiennych stanach chorobowych można oszaleć, zwłaszcza z nudów. Można schować się pod kocem i jakoś to przeczekać łykając co godzin sześć rozmaite specyfiki. Można też je łykać i nie pozwolić nudzie zagościć na zbyt długo pod tym kocem.

Za to co na zdjęciach mi nie zapłacono, moje dziecko planszówki i wszelakie gry kocha,
odrzuciłam więc w kąt to co było błędem konsumenckim i zostało to co najlepsze i co sprawia
najwięcej radości nawet jeśli temu wszystkiemu towarzyszy katar i kaszel.

Każda z tych gier pozwala Dziecku rozwijać się zupełnie inaczej, każdą z nich możemy rozgrywać na kilka sposobów. Łączy je jednak jeden mianownik: każda uczy czegoś nowego.


Memo kolaboracji Granna i Endo to estetyczne mistrzostwo świata. 
Ktoś rzuci: memo jak memo ale dla mnie to wreszcie gra, która jest zrobiona w najmniejszym szczególe od początku do końca. 
Mamy do dyspozycji 27 par, które dla trzylatka są wyzwaniem ze względu na powtarzający się motyw postaci. 
Gra przez to ma jakiś już poziom trudności ale zdecydowanie nie zniechęca by próbować i wzbijać się na wyżyny misiowych przygód.


 

Bim Bom to gra, o której z pewnością możemy powiedzieć interaktywna. Łączy muzykę, elementy układanki i wymaga wyjątkowego połączenia narządów zmysłów. Uczestnik gry znajduję się w różnych sytuacjach: na sali koncertowej, na jezdni, na wsi, w przedszkolu- dopasowuje tym samym nie tylko elementy ale i przestrzeń, 
w której powinny się znaleźć. Doskonałe przygotowanie do pierwszych zabaw przedszkolnych! Amelia jest Nią zauroczona zwłaszcza dlatego, że naprawdę tęskni jej się przez tą chorobę za przedszkolem. Do nuconych w międzyczasie piosenek: jestem sobie przedszkolakiem, a stary niedźwiedź mocno śpi jest i miejsce dla bim bom!




O grze Potwory do Szafy słyszałam już tak wiele, że nie mogłam dłużej pozostać obojętna na głosy innych. Nie wiem gdzie tkwi fenomen ale głównym czynnikiem na pewno jest oprawa garficzna, która mimo, że wygląda bajkowo przełamuje stereotypy wyciągnięte z baśni braci Grimm czy Andersa. Chyba bliżej im do Collodiego, bardziej uwspółcześnionego. za wszystko odpowiedzialny jest Rafał Kociniewski, dzięki któremu ta gra ma niepowtarzalny klimat. Łączy grę w memo, wraz z fantastyczną oprawą: szafy, do której wędrują unicestwione potwory. Wraz z opanowywaniem kolejnym wariantów gry możemy wędrować między poziomami tak by w najtrudniejszym starciu " walczyć " z kilkoma potworami na raz! Mamy przy tym pudełku ogrom fantastycznej zabawy- można grać samemu jak i całą rodziną. Potwory najpierw na Wasze półki, a poem zdecydowanie do szafy!






Dobrego abecadła za świecą szukać. Świadczą między innymi moje eksperymenty z papierowymi literami, które powstały z braku dobrej pomocy dydaktycznej. Gdy już byłam u skraju smutku, że wszędzie widnieją piękne plakaty, fikuśne grafiki ale z pomocą dydaktyczną to niestety nie mają nic wspólnego trafiłam na wydawnictwo Dwie Siostry i ich " Bardzo proste abecadło ".
Tłuczono mi do głowy, a potem sama sobie wtłukłam, że jeśli zaczynamy naukę liter, mają one być w prostej formie: bez śmiesznych ogonków, zwierzaczków zamiast kresek i innych cudów na kiju.

Abecadło stworzone przez wydawnictwo to abecadło moich marzeń, którym można bawić się w zgadywanki na wiele sposobów. To idealne narzędzie do pierwszych kroków w edukacyjnym świecie dziecka. 
Chwała, że się taki znalazł, że stworzyły go Agnieszka Bałdyga i Edyta Marszałek!


CzuCzu jest z Nami od najdawniejszych czasów i mimo, że pamięć mam dobrą to nie pamiętam kiedy doszło do naszego pierwszego spotkania ale pamiętam, że było wspaniałe! Kiedy Amelia zaczyna swoje chorobowe "tysiąc pytań do ... " mam na to sposób, który sprawdza się zawsze: Zagadki Czu Czu i wszystko jasne. Więcej naszych przygód z tym wydawnictwem znajdziecie tutajtutaj i tutaj.

Z chęcią poczytamy o Waszych ulubionych planszówkach i grach więc jak tylko takowe macie to Nam podrzucajcie bo mimo, że choroba Nas opuszcza to warto mieć wyjście awaryjne na ciężką chwilę!


Zestaw: Bluza + Spódniczka - Gemini/ Buty: Mrugała / Chusta: Cropp

Witaj jesieni chciałoby się rzec gromkim głosem gdyby nie to, że dla Nas to w obecnym stanie gile do kolan i wizja poczekalni w skrzydle budynku z napisem dzieci chore.
Irytujące zwłaszcza gdy za oknem pierwsze jesiennie słońce i spadające złote liście, którymi chciałoby się szurać pod podeszwą i zaklinać czas, który ucieka nieubłaganie. 

Budzę się zła, jestem zła. Cała organizacja legła nagle w gruzach i zamiast ten ostatni tydzień przed kolejnymi wielkimi zmianami wykorzystać jak tylko się da ja osiągam apogeum irytacji i chce mi się krzyczeć.
Nie wiem czy to ta pora roku, z którą nie do końca jesteśmy w dobrych relacjach czy to coś we mnie się zmienia i czuję strach na plecach.
Nie wiem czy idę w dobrym kierunku i chyba czas by wylać na siebie wiadro wody i to niekoniecznie w celu jakiegokolwiek wyzwania. 
Uciec na chwilę z tą mokrą głową, otrząsnąć się i wrócić.

Uciec tak jak to miewam robić gdy tylko coś się sypie lub nie jest po mojej myśli.
To jednak nie taka łatwa ucieczka jak się wydaję. To taki moment stop by odpocząć, nabrać sił i móc bezkarnie sobie pokrzyczeć jak nikt nie widzi.
Osamotnić się na chwilę. Osamotnić się u boku, kogoś kto sercem czuje podobnie choć ma dopiero lat trzy. 
Jednak to trzy wystarczy by być rozbrajająco szczerym, dać Ci w kość, a nawet skopać tyłek.

Jesieni jeśli zaczynasz się katarem, kaszlem i dajesz mi psychicznie popalić to ja Cię proszę daj sobie spokój i wstydź się przed wiosną. Mam w domu Przedszkolaka lat trzy, który podobno tęskni za Hubertem i Laurą więc come on : daj z siebie wszystko i daj pozbierać w spokoju kasztany.









Nie jestem Matką- polką- roszczeniową. Gdy wybieram komunikacje miejską, a robię to bardzo często nie oczekuję, że Pan A. wniesie wózek, Pani B. skasuje bilet, a przewoźnik mi tą całą podróż sfinansuję.
Nie wymagam, nie błagam- radzę sobie całkiem nieźle ale od dawna odnoszę wrażenie, że gdy ludzie widzą w zasięgu wzroku wózkową nadciągającą na przystanek nagle nerwowo wiążą buty,
inni szukają biletu, a jeszcze inni liczą chmury. 
Doprawdy za każdym razem się uśmiecham bo do głowy by mi nie przyszło by kogoś o pomoc prosić, 
do głowy nie przyszłoby mi również by ktoś miał przejmować się moim losem.
Może to wszystko tkwi jakoś w mojej głowie bo z natury jestem " zosią samosią" 
i choćby jak cholernie ciężko było i co by się nie działo : ja sama. 
Może przez to tyłek twardszy, może w głowie jakoś wszystko poukładane ale smuci mnie taki obraz społeczeństwa.

Rozumiem niechęć do dzieci, nie każdy musi za nimi przepadać. Nie oczekuję by rzucano mi się na szyję, 
śpiewano peany, że odważyłam się skorzystać z komunikacji i to z dzieckiem u boku.
Niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że nawet płacz czy marudzenie na pewno nie gorsze jest od smrodu, 
którym to wypełnione są środki komunikacji. 
Nie wspomnę o babciach patrzących z pogardą, wożących na siedzeniu obok zakupy. 
Nie wspomnę o tych, którzy biletów wcale nie kasują. To właśnie osoby, które więcej mają do zarzucenia sobie, roszczą sobie jakieś prawo by oceniać mnie, moje dziecko i mój wózek.
Roszczą sobie prawo by oceniać Ciebie, panią trzy siedzenia dalej... analizując na wszystkie
sposoby od stóp do głów.

Oczywiście nie generalizuje, nie wrzucam wszystkich do jednego wora bo nie raz, nie dwa miałam przemiłe sytuacje poruszając się na przykład na trasie Katowice- Warszawa. 

Z tego miejsca powinnam uściskać kilka osób, które umiliły Nam kilkugodzinne powroty do domu, 
a z niektórymi widujemy się przecież do dzisiaj! 
Poza tym ja  uwielbiam autobusy, tramwaje, pociągi... może jestem jakaś dziwna .

Bo jakoś tak codziennie mijamy tysiące twarzy, stawiamy tysiące kroków i za każdym razem dostaje jakąś lekcje. 
Z tej wyciągam wnioski: potrzeba Nam dużo więcej empatii i czasem zwykłego uśmiechu na ustach.  Czy to zbyt wiele ? 

Psssyt.... no może czasem i to mydło wystarczająco dałoby radę.

Nie nudzę się z moim dzieckiem, nie zastygam na kanapie choć czasem właśnie to mocno tkwi w sferze moich marzeń. Nie jestem leniwa, choć czasem bardzo chciałabym być.
Notorycznie podnoszę nam poprzeczkę wśród codziennych atrakcji i koloruję Naszą przestrzeń.

W ostatnim czasie koloruje ją na czerwono i niebiesko. Koloruję aktywnością fizyczną, koloruje
kawałkiem świetnego tworzywa, która gdy tylko przekroczyło próg naszego mieszkania wywołało
ogromne zamieszanie, ba nawet poruszenie.
Nazywa się Plasma Car i jest naszym dobrym towarzyszem. Pod jego postacią kryje się przygoda i rozrywka. To także stymulowanie rozwoju przez duże R.

Zwłaszcza, że jestem przeciwniczką bezmyślnego spędzania czasu przed telewizorem, kilkugodzinnym maratonom w ręku z telefonem i ogólnej stagnacji, które nie ma żadnych większych celów ani skutków. Nigdy jednak nie oceniam, nie zaglądam przez ramię i szczerze mówiąc
w nosie mam kto co i jak. Pokazując jednak takie proste kroki, pokazując aktywności doskonale wiem, że otwieram oczy. Mówią mi o tym Wasze wiadomości, wasze uśmiechy i zapytania.

Ja nie potrafię usiedzieć na miejscu, Ona nie potrafi jeździć wolno - ciągle jej mówię, że zabiorą
jej prawo jazdy na ten pojazd. Ona na to, że nie ma dokumentów, mandatu nie weźmie i najgorzej to będzie jeździć po domu. Pan niebieski i Pan czerwony bowiem nadają się i na domowy parkiet i na czerwoną przestrzeń boiskową. Pasujemy się do siebie idealnie. Duet razy dwa, po dwóch nutkach, do zakochania jednak jazda.

* zdjęcia wykonała dla Nas: Klaudia Michalska