Popularne wpisy


Nie zaniedbałam jej w sensie rzeczywistym, ale w sensie wirtualnym powinnam postać sobie w kącie z głową pochyloną ku stopom. W Naszym książeczkowym świecie niezmiennie dzieje się dużo.
Na pewno ze względu na to, że szaleńśtwo do książek rośnie z każdą nową miłostką.
Może przez to, że książki wybieram na zasadzie ostrej selekcji z czego można wywnioskować, że to poważna choroba ale zdarzają się przypadki takie jak Piecyk, czapeczka i budyń, który zauroczył mnie ilustracją. Zatrzymał także zawartością i znaczeniem słów, uładających się w zdania warte uwagi. Jednym słowem okazał się strzałem w dziesiątkę i miłością ostatniego tygodnia. Bajka o wielkim Trollu i malutkim Pufku, którzy mieli siebie na wyciągnięcie ręki- ze względu na sąsiedztwo, a zupełnie nic o sobie nie wiedzeli. To książka o tym, że czasem ciężko znaleźć Nam rozwiązanie, ciężko się porozumieć ale wystarczy herbata ( może owocowa ) i dobre serce. Dlaczego piecyk, czapeczka i budyń ? Bo każdy ma jakieś słowa, które namacalne potrafią podnieść na duchu i przynieść ukojenie. U mnie to kocyk, czekolada, Amelia i na pewno stokrotki.

To tak z kategorii podróż sentymentalna i mocno emocjonalna, zdecydowanie bez ograniczenia wiekowego.
Bo jeśli już taka to także Skrytki od Ładne Halo. Mając w głowie piękne ilustracje Agaty Królak i tekst Mateusza Wysockiego - cofam się kilkanaście lat wstecz kiedy miałam monopol na pochowane po książkach ususzone kwiaty, na listy powrzucane do pudeł i miliony drobnostek, które były moje i tylko moje. Skrytki otwierają oczy Nam-dorosłym, często zagonionym, roztargnionym na to by w tym dziecięcym świecie potrafić się ukryć. Pomóc ukryć się Naszym dzieciom, wskazać im drogę po własne skrytki. Po odrobinę szczęścia w migającym światełku,
w uśmiechu sklejonym z liter. Zachwycić się światem schowanym w słoiku, pudełku... odpłynąć. Skryć się, skryć kawałek siebie.

Bo jeśli tylko o małych czytaczy chodzi to klasykiem Albert Albertson- miłość od lat dwóch. Bo jeśli nowość to niekonwencjonalna, przetłumaczona z francuskiego zabawna książeczka Kupa Siku i jej bohater Heniek i to całe jego zamieszanie pierdu śmierdu i pach!

P.S Cieszę się, że znowu ogarnęłam się i piszę o książkach. Cieszę się bo codziennie pochłaniamy ich wiele. Cieszę się, bo wystarczy, że zostawcie tutaj swój ślad, a wybrana książeczka trafi do kogoś z Was w połowie miesiąca ! :)

P.S 2 Na zdjęciach Amelia, książki i Cotton Ball od wspaniałej Agnieszki, która zaczarowała Nam przestrzeń. Pomogła odnaleźć magię w blasku kolorowych kulek, pokazała nową jakość jesiennej herbaty z goździkami i ciepło koca.

.... ale teraz to już całus i do czytania marsz!  Pach!






zdj. empozi

Życie to nie jazda na longboardzie, a szkoda - bo tą da się opanować do perfekcji.
Kilka wywrotek, upadków, siniaków, krwiaków... do przeżycia.
Potem tylko wyboje, ewnetualnie rampy i w zależności od zaiteresowań trasy lepsze i gorsze.

W życiu może i podobnie ale wybierać, przebierać nie można. 
Co prawda multum decyzji do podjęcia, które zmieniają szlak od niebieskiego przez zielony i czarny. 
Nie ma lekko. Lekko nie mam ja, nie masz też pewnie Ty i co najmniej raz w miesiącu 
chcesz wykupić lot w kosmos. Nieważne czy dla siebie bo jesteś egoistką, 
czy dla Dzieci bo chcesz zafundować im powiedźmy wycieczkę życia.

Codziennie jednak łapiesz się na tym, że tęsknota działa w dwie strony. 
Codziennie łapiesz się, że tyle masz do przekazania, powiedzenia, a złość i smutek szybko przemija. 
Ale znowu te czarne chmury i znowu deszcz... i tak sobie myślę, że jakbym się nie starała. 
Jakbym nie miała do głowy wtłuczonego: ile włożysz tyle wyjmiesz to posyłasz do żłobka, 
przedszkola i to wszystko szlag trafia.
Trafia szlag to co wpracowałaś sobie przez tyle tch ciężkich tras i stajesz się bezsilny,
a rano o piątej słyszysz, że Cię nie lubi bo Hania powiedziała tak w przedszkolu do Laury.*
Tłumaczysz bo to te wyboje, przytulasz bo kochasz i masz tylko nadzieję, że to przejściowe
albo myśl, że chociaż zliwidują w końcu gimnazja bo boisz się co będzie dalej.

P.S Na wiosnę chociaż jazdę na longboardzie opanuje do perfeksji- może ż z tą umiejętnością będzie ławiej. 

* imiona celowo zostały zmienione 

 Za każdym razem kiedy nadciągam na warszawskie włości, dzieje się to w takim turbo tempie, 
że Nim się obejrzę jestem w pociągu jadącym w kierunku domu. Obiecuję więc sobie wiosnę w rytmach zwiedzania, stawiania kroków bezwstydnie z kubkiem latte, pod rękę z czterolatką.

Tymczasem w ubiegłym tygodniu spędziliśmy późne popołudnie i piękny choć lekko pochmurny poranek na mazowieckiej ziemi. Przywiodła Nas firma Lego, przywiodła do Pompona i nie mowa tu o ultra modnym dodatku wnętrzarskim, a o klubo-kawiarni mieszczącej się przy ulicy Młynarskiej 13. 

Jeśli ktokolwiek kiedyś pomyślał, że kawałek plastiku o rozmaitych kształtach możesz służyć tylko do zbudowania wieży to bardzo się pomylił. Na warsztatach przeprowadziliśmy ekspertyzę, a właściwie przeprowadziła ją panna Amelia.  Przedmiotem badań było LEGO DUPLO. Towarzyszył nam dobry nastrój, genialne towarzystwo blogerek w kosmicznym składzie : Natalia, Monika, Basia, Agata, Olga, Marysia, Anita... i wiele, wiele innych, do tego wspaniała zabawa i pyszne, zdrowe jedzenie.  Warunki więc były idealne. Prób było wiele.

Przebieg badań:

Wiemy, że klocków nie da się zjeść- ale spokojnie zrobimy z nich pizze lub garnek. Możemy też je w tym garnku podgotować, a nawet podsmażyć - wiadomo, że na patelni, którą wcześniej możemy zbudować! Możemy dać ponieść się wyobraźni i sprawić, że staniemy się na chwilę władcami świata duplo. 
Mamy monopol na świat, który od podstaw możemy zbudować w kolorach tęczy, w rytmach liczb i rozmaitych prostych zabaw, które angażują nie tylko wyobraźnie i jej możliwości, ale Nas- rodziców. 
Angażują w świat, który na pewno nie jest Nam obcy.
Może odrobinę zapomniany ale lego to lego. Znaczy się- klasyk proszę Państwa !

Możemy w klocach nurkować, zostało to sprawdzone w towarzystwie innych warsztatowiczów, czego dowody widnieją na załączonych zdjęciach. Możemy odgrywać role jak w tym całkiem prawdziwych życiu: dowodem na to z pewnością jest seria : farma, kreatywne zwierzątka, policja, pociąg czy supermarket.

Za wszystkim przemawia bezpieczeństwo, brak małych elementów czy rozsypujących się części tułowia: rycerzy, policjantów czy też pań ekspedientek. Macie na to moje słowo bo pod tym względem jestem przeczulona do granic możliwości, a lego duplo daje mi po prostu luz bycia rodzicem i możliwość tarzania się po ziemi. Za tym drugim często tęsknie, ale mam wrażenie, że na lego nigdy nie jest się za starym. To tak jak z wyobraźnią. 
Nigdy nie jest się za starym by nie móc jej sobie podkręcić.

Podsumowanie: 
Badania uważamy za maksymalnie rozwijające i przyszłościowe. W celu dalszych testów propozycje prosimy składać do panny Amelii. Podkreślam jednak, że to wybredna dziewczyna, podobno nie ma laptopa, 
ani maila ale czuję, ze da radę i sobie zbuduje!

Dla zainteresowanych :
Jeśli ktoś ma opory w temacie klockowym, to bardzo miło będzie mi się ich pozbyć. Oczekujcie propozycji zabaw edukacyjnych z lego duplo w roli głównej, 
a przy tym wspaniałych nagród.

Stay tuned and stay with LEGO DUPLO!




Psssyt.... Amelka ma na sobie sukienkę od Zezuzulla i jest absolutnie najgenialniejszą sukienką na sezon jeseń/ zima ale o tym wyjątkowy wpis niebawem!












Jestem maniakiem książkowym. Przyznaje się i nie stosuje wymówek w tym temacie.
Nie przegapię żadnej okazji, a biblioteczkę Amelii uzupełniam nałogowo. 
Jestem uzależniona od zapachu nowej książki, od przewracania kartek i pochłaniania liter. 
Nie czuje się jednak winna przenosząc te wszystkie nawyki na moją córkę. 
Z przyjemnością patrzę jak jej oczy świecą się na widok nowej pozycji 
i jak przywiązuje się do tych już całkiem wysłużonych i znanych.

Z przyjemnością zaglądam do biblioteczki Bola i Ewki, które są dla mnie ogromną inspiracją.
Dzięki takim Mamom jestem w niebie, a jest w nim także moja córka.
Sama też chętnie wyszukuje nowości, szperam wśród ulubionych autorów i ilustratorów
- niepowtarzalna okazja, żeby zostać spełnionym książkowo bankrutem to Targi Książki, 
które odwiedzamy z niezwykłym zaciekawieniem. 
Rok temu opisywaliśmy relacje z Targów Książki dla Dzieci, a później Nasz tekst znalazł się również 
w Merkuriuszu. Znalazła się także krótka relacja z edycji dla tych całkiem dużych Czytaczy.
W tym roku w nowej Hali Expo przy ulicy Galicyjskiej cieszyć będą się czytacze duzi i mali. 

Swoje przybycie zaklepali i potwierdzili najwspanialsi z najwspanialszych !
Program dostępny jest na stronie głównej, a my już w plan dnia wpisaliśmy sobie kilka stoisk, 
które musimy po prostu zobaczyć. Ze strony organizatorów jak zwykle możemy liczyć na stoiska, na których dzieci po prostu dadzą pokierować się swojej wyobraźni. Mamy więc Salon Książki Dziecięcej. 
Czeka na Nas prosiaczek i reszta brygady z wydawnictwa Czerwony Konik, czeka Muchomor wcale nie trujący, czekają Dwie Siostry i wiele, wiele innych!  Znajdziemy również CzuCzu ze swoją pełną ofertą jak i Granna, która przybliży świat planszówek. W świat niezwykłych opowieści wprowadzi Nas teatr Groteska, a Czas Dzieci zadba o to by nuda była dla Nas w tym dniu pojęciem zdecydowanie obcym. Oczywiście dostępny jest też program dla dużych czytaczy ale jak na matkę przystało chce by ta sobota była dla niej w stu procentach. By radość i zapach książek była ważnym punktem na mapie jej małego świata. 
Przywieziemy też coś dla Was i z przyjemnością rozdamy kilka książek!

Mam nadzieję, że spotkamy się z kimś kto tutaj do Nas zagląda! Dopraszam się o zaczepianie i lekkiego kuksańca ! Jeśli jednak nie możecie być na miejscu, koniecznie zajrzyjcie do Mamy Bola i Mamy Ewki, które podlinkowałam Wam powyżej. Żeby nie było, że nie ostrzegałam- przepadniecie w ich świecie!




Jestem typem obserwatora. Zwykle gdy wracam z jakiegoś wyjazdu mogłabym stworzyć encyklopedie ludzkich zachowań. Nie wiem czy poprawnie oceniam rzeczywistość ale nawet nad wikipedią nikt już specjalnie nie czuwa. Do wydawnictwa naukowego natomiast jest mi daleko jak stąd na księżyc. Znaczy się cholernie daleko. Nieustannie jednak obserwuje, analizuje i jestem ekspertem w każdej dziedzinie. Grunt, że przynajmniej mnie się tak wydaje. To dosyć łatwe zadanie układać myśli patrząc na ułamek czyjś zachowań. Czasem jednak te ułamki uwierają mnie za bardzo, za mało jednak bym wytrącała się w czyjeś życie i wrzucała swoje trzy grosze.

Mam więc obrazy od pijaków na przystankach po idealne matki. Pośrodku jeszcze ludu ogrom. 
Te dwie grupy dają mi jednak charakterystyczny zarys. Nie wiem jednak na ile jedni są pijani, na ile drudzy idealni ale tworzą jakiś obraz siebie. Jedni lepiej inni zdecydowanie gorzej. O ile jednak alkoholizm to w jakimś sensie choroba to pozorna idealność podobno po pewnym czasie swędzi pod skórą. 
 Zdaje sobie sprawę, że gramy role w teatrze zwanym życiem. 
Dużo aktów, dużo dialogów i nieustannie zmieniająca się scenografia. 
Zdaje sobie sprawę, że łatwiej jest udawać, posyłać uśmiechy i grać najlepiej jak się potrafi.  Mnie jednak znudziło się już dawno posyłanie uśmiechów tam gdzie wcale nie muszę, znudziła mnie idealizacja macierzyństwa, słodko pierdzący lukier i kolorowe cukierki. 

Wybieram chwilę gdy nie boje się przyznać, że nie mam siły i niekoniecznie uwielbiam wstawać o piątej rano. Głośno mówię, że jestem zła i dlaczego. Grymaszę, tupię nogą- zupełnie jak dziecko.
Jestem tylko człowiekiem i mimo, że bilety do teatru to ponoć, dosyć spora inwestycja ... w tym moim zobaczyć życie, a nie charakteryzacje i piękne stroje. Może dlatego moje Dziecko potrafi tak doskonale już teraz opisywać emocje, może dlatego, że tworzy swoje nowe, lepsze role. Na pewno wypełnione błędami, stłuczonymi kolanami i łzami na policzku. Wierzę jednak, że z pomocą bliskich wypełnione po prostu szczerością.












Zaczyna się niewinnie. Jeden soczek, jeden cukierek. Dodajmy do tego słabe geny, kiepski budulec zęba
.... puk puk to ja pani próchnica.

Od ponad trzech lat temat mycia zębów nie jest mi obcy, od ponad dwóch temat próchnicy zgłębiałam na wszelkie możliwe sposoby. Konsultowałam z wieloma specjalistami. Na początu byłam przerażona bo jak to ? 
Moja córka, która myje żeby trzy minuty z zegarkiem w ręku, moje dziecko, które je warzywa i owoce w ogromnych ilościach ma próchnice ?  Niewielką, niewidoczną ale jednak próchnice. 

Zapomniałam jednak o zamiłowaniu do soków marchewkowych, w które producenci pakują tyle glukozo-fruktozy, o której dowiedziałam się niestety później.  Jak zresztą we wszystko. Cukierki to nie jedyne ich źródło. 
Dodajmy do tego jogurty, sery, mrożone warzywa...lista nie ma końca.
Powiedźmy sobie szczerze: nie byłam świadomym konsumentem, nie czytałam etykiet ale od tamtego czasu gdy tylko widzę dziecko z kubkiem z pomarańczową zawartością włącza mi się czerwone światło. Włącza mi się za każdym razem gdy widzę kieszenie kurtek powypychane kolorowymi drażetkami. Można zarzucić mi przewrażliwienie bo przecież wszystko jest dla ludzi.
To "wszystko" jednak nie łączymy z umiarem i dlatego tak wiele Dzieci najzwyczajniej w świecie cierpi na przeróżne dolegliwości. Czy to próchnica czy to otyłość. Dieta pełni tu najważniejszą rolę i oczywiście geny, 
które w Naszym przypadku prawie położyły dwie jedynki na łopatki. 
W celu odratowania stosujemy zamiennie pastę  z lekkim fluorem, na zmianę z tą pozbawioną fluoru.
Do tego wcierki z pasty Tooth Mouse, która ma na celu powstrzymać zaburzenia mineralizacji szkliwa i wzmocnić jego kondycje. Po rocznej kuracji u Nas próchnica nie postępuje dalej. Zęby mają lekkie przebarwienia na tylnej ścianie zęba ale nic nie czarnieje ani nie psuje się, co na bieżąco konsultujemy.  Mówi się mądry polak po szkodzie. Lepszy jednak taki niż ten z próchnicą na zębach.

Zresztą to temat rzeka bo wśród choćby rodzajów próchnicy wyróżniamy: 
-kwitnącą [ występująca na samym początku, spowodowana złymi nawykami żywieniowymi], 
-przewlekłą [ występująca głównie u dorosłych, przebiega bardzo wolno], 
-ostra [ spotykana najczęściej u dzieci, spowodowana słabą budową szkliwa] 
oraz zatrzymana - jak właśnie u Nas [ spowodowana zabiegami higienicznymi czy też dentystycznymi] 

Ten temat poruszałam również tutaj, ale gdyby ktokolwiek miał jakieś problemy chętnie odpowiem na pytania w takim stopniu w jakim jestem w stanie. Ewentualnie skonsultuje z naszym dentystą. Zalecam jednak gdy tylko cokolwiek niepokoi skorzystać z porady specjalisty. Udać się na fotel i bezpłatnie omówić dany problem. To nic strasznego! Grunt to założyć sobie, że o zęby mleczne warto dbać tak jak o zęby stałe już od najwcześniejszych lat.
Zaopatrzmy Nasze dzieci w dobre szczoteczki, pasty do zębów, dbajmy o dietę ale i o systematyczność. Nie róbmy z tej czynności obowiązku, a przyjemną zabawę. Zadbajmy o szczoteczkę z ulubioną postacią, o nastawiony budzik z melodią, którą dziecko samo wyłączy. To przecież takie proste ! Mam nadzieję, że d Was próchnica nie zapuka! :)