Panna mi i jej zabawki

Get In Touch

Content

0 komentarze

Lipiec na instagramie


Uzależniona jestem od impulsów wysłanych drogą elektroniczną.
Uzależniona jestem od wciskania serduszek niosący zachwyt i aprobatę.
Od przypisywania historii i pięknych obrazów, które czynią lepszy
dzień, południe, wieczór...
Wierzę, że można je wszystkie poczuć choć na chwilę, wierzę
że opowiadają historie i są małą częścią naszych codzienności.
Zapraszam na odsłonę lipca dotkniętą filtrem i hasztagami.
Na instagramie znajdziecie Nas tutaj.



 #1 Lubię odkrywać dobre miejsca, w dodatku gdy robię to pracując. BAL mieści się na ul. Ślusarskiej 9 w Krakowie. 
Nie tylko dobrze Cię nakarmi ale i zachwyci niebanalnym wystrojem. Ciekawskich odsyłam do facebooka: klik.
#2 Lipiec bez autoportretu to tak jakby nagle go ukradli, a rok został z kiepską 11 pozostałych miesięcy. 
Istnieje jeszcze inna teoria: jesteśmy  po prostu uzależnione od zdjęć. 
#3  Co było w środku możecie zobaczyć na zdjęciu z tego wpisu. 
Dobrze czasem wzbogacić się o takie #darylosu.



#4 Babskie wypady do kina zawsze są idealnym pomysłem gdy wstajemy rano i nie wiadomo, w którą stronę nakierować dzień. Wybrałyśmy : Gang wiewióra- przepiękny film o przyjaźni.
#5 Lipiec był czasem spełniania marzeń i wypełnienia tuszem kawałka pleców. 
Tatuaż zaprojektował i wykonał dla mnie Kamil ze studia Chyba Ty Tattoo w Katowicach.
#6 Niedziela to czas w Katowicach gdzie w godzinach 11-14 w Parku Powstańców Ślaskich co tydzień odbywa się Przystanek Śniadanie. Więcej informacji znajdziecie na facebooku, a już niebawem znajdziecie szerszą relacje z tego cyklicznego wydarzenia u Nas na blogu.



#7 Nie spoczęłam na laurach i niezmiennie w lipcu odkrywałam. 
Industrial Cafe położone na 7 piętrzę biurowca przy ul. Chorzowskiej 6 oraz chorzowskie Kontenery Kultury
Oba te miejsca ogromnie polecam.
W tym pierwszym: dobrze zjesz z widokiem na panoramę Katowic, w tym drugim nacieszysz uszy dobrymi dźwiękami 
i z pewnością choć przez chwilę poczujesz się jak na plaży.
#8 Relacja z lotniska pojawiła się już na blogu. Możecie zobaczyć ją tutaj.
#9 Lipiec to miesiąc niezwykłych spotkań. Nie tylko blogi czy facebook łączą ludzi! 
Łączy je także instagram, który przyczynił się do spotkania ze wspaniałą Joasią oraz Roksaną
Nie bez powodu udałyśmy się do Len Arte- mają tam najlepszą pizzę w Katowicach!



#10 Żeby nie było, że rośnie ze mnie Ślązaczka, nie zapomniałam w tym miesiącu o Krakowie. Ewa z mysophie.pl porwała mnie na lemoniadę do Forum Przestrzenie, a jeden z wieczorów spędziłam w nowo otwartym klubie: Tak było.
#11 Myślałam, że nigdy już nie wrócę do krótkich włosów ale to był strzał w dziesiątkę! Kocham moje nowe włosy!
#12 Nowe Muzeum Śląskie to pozycja na mapie Katowic, którą koniecznie trzeba zobaczyć. Co prawda samo muzeum jest jeszcze zamknięte ale spacer po jego terenie jest jak najbardziej możliwy. Robi wrażenie!



#13 Zaparłam się, że będę mocno romansować z Zenitem, kupiłam bilet na Sohn, wrzesień spędzę w klimacie wykładów pana Jakóbiaka, a na instagramie razem z Zosią uruchomiłymy profil @vscokato gdzie pokazujemy najpiękniejsze kadry innych instagramowiczów.
#14 Nie potrafimy sobie odmówić swojego towarzystwa, może dlatego Nasze córki tak świetnie się dogadują. 
Potworo-wózkowy team jest nie do zastąpienia.
#15 Na koniec każdego miesiąca obiecuję sobie karmić kaczki albo chociaż gołębie i oczyszczać mózg z toksyn- niezmiennie mi to potrzebne.

P.S Spotkamy się w sierpniu na instagramie ? :)


5 komentarze

Blogerzy na lotnisku - bloSilesia


Ostatnio dni mijają mi w zastraszającym tempie, gdyby nie fakt, że istnieje instagram
pomyślałabym, że się bardzo leniłam.
Wyznacznik kwadratowych pikseli mówi jednak co innego 
i moje sumienie nie zalega kurzem i moje sumie jakby czyste.

W sobotę oprócz tego, że spędziliśmy dzień wraz z innymi blogerami na lotnisku to postawiłam przed sobą kolejne wyzwanie.
Właściwie postawiła mi je Dagmara, która zaprosiła mnie do współtworzenia bloSilesia już jakiś czas temu.
Było dużo stresu, czy podołam i stanę na wysokości zadania ale też ogrom radości
bo kto jak kto ale uwielbiam współpracować, stawiać sobie kolejne cele i odhaczać je na mapie moich doświadczeń.

Z pozoru takie zwyczajności  uświadamiają mi, że przecież mam dopiero 22 lata i przed sobą jeszcze wiele do zrobienia. 
Ogromnie motywuje mnie ta myśl i motywuję mnie moja córka, która z dnia na dzień zmienia się nie do poznania.

Sobota zaowocowała więc w nie tylko nowe znajomości ale i nowe doświadczenia.
Były rozmowy, uśmiechy i karty pamięci zapełnione do granic możliwości.
Dzięki uprzejmości lotniska w Pyrzowicach mogliśmy odkryć miejsca, do których na co dzień dostęp ma tylko garstka osób. 
Wszystko uzupełnione porcją wiedzy od wspaniałego przewodnika jakim okazał się Piotr prowadzący: blog.katowice-airport.com

Całość dopełnił entuzjazm małych odkrywców w składzie: Zosia, Olimpia, Maja, Tomek i oczywiście Amelia. 
Swoją drogą ekipa nie do zdarcia, która na te kilka godzin zapomniała o swoich rodzicach. 
Może jesteście w stanie powiedzieć gdzie można kupić sobie takie akumulatorki, 
które mają wszczepione pod skórą i ani myślą się szybko rozładowywać ?















14 komentarze

Najlepsza przyjaciółka


Właściwie miałam nie brać ze sobą dziś aparatu, właściwie wrzuciłam go w ostatniej chwili do torebki
sprawdzając czy aby na pewno ma w sobie kawałek plastiku, który na starość z pewnością
będzie dla mnie ochroną przed demencją starczą.

Zapytała między jednym, a drugim kamykiem wrzucanym do wody:
czy zostanę jej najlepszą przyjaciółką... nie mogłabym odmówić.

To był dobry dzień- piękny piątek zamieszany ogromem kocich uścisków.
Życzę sobie takich tysiące, a nawet miliony od mojej Córki, od mojej przyjaciółki.







16 komentarze

Dojrzałe macierzyństwo ?

zdj. potworywozkowe.pl

Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Myślałam, że świat mi się zawalił bo przecież studia, świetlana
kariera, wyjścia z przyjaciółmi, po prostu lekkość bytu, która przez moment jak mi się wydawało 
machała mi na do widzenia, w tle było słychać marsze żałobne, a ciało zabijało milion emocji.
Zabijał mi myśli egoizm i strach przed jutrem.
Z każdym tygodniem wiedziałam jak bardzo zmieni się moje życie choć chyba do końca nie zdawałam sobie z tego sprawę.
To wszystko poczułam ze zdwojoną siłą gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy, a w tle leciał Coldplay ze słowami:  nikt nie mówił, że będzie łatwo. Już wtedy wiedziałam, 
że nie będzie ale wiedziałam, że będzie zupełnie inaczej.

Od tego czasu mija 39 miesięcy, a ja zmieniłam się nie do poznania.
Dojrzałam, zmądrzałam, a głowę staram się wypełniać najlepszymi myślami... myślami o Nas, o Niej.
Choć nie wiem co przyniesie jutro, to wiem co dostałam od losu: posmak dojrzałego macierzyństwa, które jest moim drogowskazem.
Czas wreszcie zrobić prawo jazdy.




11 komentarze

Ja, Ona i La lalla

Lalka, sukienka: La Lalla / Buty: Bartek

W domu już od jakiegoś czasu nie mam małego dziecka ale małą pannice z prawdziwego zdarzenia.
Taką, która powybrzydza przy obiedzie, tupnie nogą i powie, że pakuję plecak i idzie.
No cóż, mam nadzieję, że zanim wyjdzie naprawdę i ten cały swój dobytek spakuje 
minie jeszcze sporo czasu, a ja zdążę do tego dojrzeć. 
O ile w ogóle kiedykolwiek rodzice dojrzewają do takich decyzji.

Do tego czasu jej przestrzeń wypełniają kolejni przyjaciele ci mocno realni i ci mocno wyimaginowani.
Ci pierwsi odgrywają ostatnio znaczącą rolę w rozwoju Amelii.
Widzę jak mocno rozgraniczyła przedmioty, bez których " nie wyobraża sobie życia " i te, 
które są już jej po prostu zbędne i powiedziała im ładnie: żegnajcie.

Książki zostaną już chyba na wieki wieków bo potrafi zasypiać tarmosząc ukochanego Alberta,
a pierwsze co robi na dzień dobry to chwyta i czyta po swojemu jedną po drugiej i tak do znudzenia.
Ostatnio do rytuałów dołączyła także cukierkowa lalka od La Lalla, która zaczarowała
Nam tu przestrzeń nie tylko zapachem ale prostotą i estetyką, której nie da się oprzeć.
W dodatku stworzyłyśmy ją razem : krok, po kroku - od oczu po sukienkę.
Od jednego przycisku kursora, po drugi - mała magia w kilku klawiszach i tak
nowa koleżanka dołączyła do Nas i do naszych okruchów codzienności.
Okruchów, które dają Nam ogromnie pokłady radości.
Radości, którą szczęśliwie łapie w kadrach i chowam do kolejno posegregowanych folderów.

Przestrzeń trzylatki bywa zupełnie niezwykła i nieprzewidywalna zupełnie jak sama Ona.
Zadziwia mnie jednak nieustannie, że ta często zbuntowana pannica jest tak mocno poukładana. Jak książki w rzędzie równiutko na półce i jak drewniane pociągi,
na które ciągle wpadam i wykrzykuję: ała.






17 komentarze

Strefa siebie.

fot. potworywozkowe.pl

Walczymy, sprzeczamy się, negocjujemy by mieć swój kawałek siebie, z którym będziemy czuli się naprawdę swobodnie.
Walczymy o pasje, o przeczytaną książkę, o lakier na paznokciach, który wcale nie schnie 
w 30 sekund jak na opakowaniu zaręczał producent. 
Walczymy o wyjście do kina, o teatr i czas na muzyczne wariacje.
Walczymy o siebie choć nie przypomina to wielkiej batalii ale wewnętrznie ciągle stajemy pomiędzy jakimiś wyborami.

Walczymy jeszcze bardziej gdy na świecie pojawia się ktoś, kto wywraca świat do góry nogami 
i nagle matematyka życiowa opiera się na haśle 180 stopni.
To nie tylko Dziecko, ale mąż, partner, przyjaciel, pan X i pani Y.

Ciągle dostosowujemy swoją przestrzeń do warunków, w których funkcjonujemy.
Ingerujemy w życie innych, a Oni mimochodem wpływają tak mocno na Nas
i przenikają do Naszych sfer.
... i tutaj zaczynają się schody i z bym bywa różnie.

Sama przechodziłam przez zmiksowane przeżycia raz na górze, a raz w prawdziwym dole.
Wyniosłam z tego jednak najważniejszą lekcje, o której tak łatwo się zapomina.
Zapisałam więc na kartce papieru by już pamiętać gdy w głowie jakby wszystko za mgłą.

By nigdy choćby nie wiem co się działo nie utracić siebie i tego co naprawdę sprawia mi przyjemność.
By nie poświęcać się wiecznie w imię czegoś gdy przynosi to więcej szkód niż pożytku.
By walczyć o swoje własne ja w świecie, w którym i Ty i pani z warzywniaka też codziennie walczy.
Ze zdrowym rozsądkiem patrzeć na to co Nas otacza i nie popadać w skrajności
i wir dostosowania.

Dlatego teraz, dzisiaj....spotkasz mnie w autobusie czytającą książkę lub pochłaniającą kolejne nowe dźwięki.
Dlatego spotkasz mnie z przyjaciółką na kawie i ze znajomymi na koncercie.
Dlatego mam tyle możliwości bo to nie tylko świat działa na mnie, ale ja działam na świat.
Pomimo, że jestem mamą, przyjaciółką, kobietą- po prostu jestem
i bardzo chcę w tym wszystkim być szczęśliwa.
Mam nadzieję, że Ty także ?






Obserwatorzy

Archiwum bloga

Łączna liczba wyświetleń

Szukaj...

Ładowanie...
Instagram