Panna mi i jej zabawki

Get In Touch

Content

6 komentarze

Najlepsza przyjaciółka


Właściwie miałam nie brać ze sobą dziś aparatu, właściwie wrzuciłam go w ostatniej chwili do torebki
sprawdzając czy aby na pewno ma w sobie kawałek plastiku, który na starość z pewnością
będzie dla mnie ochroną przed demencją starczą.

Zapytała między jednym, a drugim kamykiem wrzucanym do wody:
czy zostanę jej najlepszą przyjaciółką... nie mogłabym odmówić.

To był dobry dzień- piękny piątek zamieszany ogromem kocich uścisków.
Życzę sobie takich tysiące, a nawet miliony od mojej Córki, od mojej przyjaciółki.







14 komentarze

Dojrzałe macierzyństwo ?

zdj. potworywozkowe.pl

Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Myślałam, że świat mi się zawalił bo przecież studia, świetlana
kariera, wyjścia z przyjaciółmi, po prostu lekkość bytu, która przez moment jak mi się wydawało 
machała mi na do widzenia, w tle było słychać marsze żałobne, a ciało zabijało milion emocji.
Zabijał mi myśli egoizm i strach przed jutrem.
Z każdym tygodniem wiedziałam jak bardzo zmieni się moje życie choć chyba do końca nie zdawałam sobie z tego sprawę.
To wszystko poczułam ze zdwojoną siłą gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy, a w tle leciał Coldplay ze słowami:  nikt nie mówił, że będzie łatwo. Już wtedy wiedziałam, 
że nie będzie ale wiedziałam, że będzie zupełnie inaczej.

Od tego czasu mija 39 miesięcy, a ja zmieniłam się nie do poznania.
Dojrzałam, zmądrzałam, a głowę staram się wypełniać najlepszymi myślami... myślami o Nas, o Niej.
Choć nie wiem co przyniesie jutro, to wiem co dostałam od losu: posmak dojrzałego macierzyństwa, które jest moim drogowskazem.
Czas wreszcie zrobić prawo jazdy.




11 komentarze

Ja, Ona i La lalla

Lalka, sukienka: La Lalla / Buty: Bartek

W domu już od jakiegoś czasu nie mam małego dziecka ale małą pannice z prawdziwego zdarzenia.
Taką, która powybrzydza przy obiedzie, tupnie nogą i powie, że pakuję plecak i idzie.
No cóż, mam nadzieję, że zanim wyjdzie naprawdę i ten cały swój dobytek spakuje 
minie jeszcze sporo czasu, a ja zdążę do tego dojrzeć. 
O ile w ogóle kiedykolwiek rodzice dojrzewają do takich decyzji.

Do tego czasu jej przestrzeń wypełniają kolejni przyjaciele ci mocno realni i ci mocno wyimaginowani.
Ci pierwsi odgrywają ostatnio znaczącą rolę w rozwoju Amelii.
Widzę jak mocno rozgraniczyła przedmioty, bez których " nie wyobraża sobie życia " i te, 
które są już jej po prostu zbędne i powiedziała im ładnie: żegnajcie.

Książki zostaną już chyba na wieki wieków bo potrafi zasypiać tarmosząc ukochanego Alberta,
a pierwsze co robi na dzień dobry to chwyta i czyta po swojemu jedną po drugiej i tak do znudzenia.
Ostatnio do rytuałów dołączyła także cukierkowa lalka od La Lalla, która zaczarowała
Nam tu przestrzeń nie tylko zapachem ale prostotą i estetyką, której nie da się oprzeć.
W dodatku stworzyłyśmy ją razem : krok, po kroku - od oczu po sukienkę.
Od jednego przycisku kursora, po drugi - mała magia w kilku klawiszach i tak
nowa koleżanka dołączyła do Nas i do naszych okruchów codzienności.
Okruchów, które dają Nam ogromnie pokłady radości.
Radości, którą szczęśliwie łapie w kadrach i chowam do kolejno posegregowanych folderów.

Przestrzeń trzylatki bywa zupełnie niezwykła i nieprzewidywalna zupełnie jak sama Ona.
Zadziwia mnie jednak nieustannie, że ta często zbuntowana pannica jest tak mocno poukładana. Jak książki w rzędzie równiutko na półce i jak drewniane pociągi,
na które ciągle wpadam i wykrzykuję: ała.






17 komentarze

Strefa siebie.

fot. potworywozkowe.pl

Walczymy, sprzeczamy się, negocjujemy by mieć swój kawałek siebie, z którym będziemy czuli się naprawdę swobodnie.
Walczymy o pasje, o przeczytaną książkę, o lakier na paznokciach, który wcale nie schnie 
w 30 sekund jak na opakowaniu zaręczał producent. 
Walczymy o wyjście do kina, o teatr i czas na muzyczne wariacje.
Walczymy o siebie choć nie przypomina to wielkiej batalii ale wewnętrznie ciągle stajemy pomiędzy jakimiś wyborami.

Walczymy jeszcze bardziej gdy na świecie pojawia się ktoś, kto wywraca świat do góry nogami 
i nagle matematyka życiowa opiera się na haśle 180 stopni.
To nie tylko Dziecko, ale mąż, partner, przyjaciel, pan X i pani Y.

Ciągle dostosowujemy swoją przestrzeń do warunków, w których funkcjonujemy.
Ingerujemy w życie innych, a Oni mimochodem wpływają tak mocno na Nas
i przenikają do Naszych sfer.
... i tutaj zaczynają się schody i z bym bywa różnie.

Sama przechodziłam przez zmiksowane przeżycia raz na górze, a raz w prawdziwym dole.
Wyniosłam z tego jednak najważniejszą lekcje, o której tak łatwo się zapomina.
Zapisałam więc na kartce papieru by już pamiętać gdy w głowie jakby wszystko za mgłą.

By nigdy choćby nie wiem co się działo nie utracić siebie i tego co naprawdę sprawia mi przyjemność.
By nie poświęcać się wiecznie w imię czegoś gdy przynosi to więcej szkód niż pożytku.
By walczyć o swoje własne ja w świecie, w którym i Ty i pani z warzywniaka też codziennie walczy.
Ze zdrowym rozsądkiem patrzeć na to co Nas otacza i nie popadać w skrajności
i wir dostosowania.

Dlatego teraz, dzisiaj....spotkasz mnie w autobusie czytającą książkę lub pochłaniającą kolejne nowe dźwięki.
Dlatego spotkasz mnie z przyjaciółką na kawie i ze znajomymi na koncercie.
Dlatego mam tyle możliwości bo to nie tylko świat działa na mnie, ale ja działam na świat.
Pomimo, że jestem mamą, przyjaciółką, kobietą- po prostu jestem
i bardzo chcę w tym wszystkim być szczęśliwa.
Mam nadzieję, że Ty także ?






6 komentarze

Bilet w kosmos


Tydzień wrażeń, tydzień mocnych rozczarowań i tydzień nieustająco powiększającego się życiowego "experience".
Tydzień, a może nawet tylko dzień, który sprawił, że Córce chciałam kupić bilet w jedną stronę w kosmos.
Dzień, który sprawił, że wyglądałam jak Bridget Jones ale nie płakałam po facecie i nie wyłam do księżyca.... płakałam z powodu Trzylatki, która dała mi tak w kość, że w pewnym momencie przestałam wiedzieć jak się nazywam i która jest godzina.

Przepraszam i tulenie się na dobranoc po raz pierwszy nie miało zbawiennego pływu,
a ja nadal żyłam nadzieją, że utopię się w wannie pełnej czekoladowej piany.

Niestety nie padło BINGO, niestety dzisiaj rano nadal w żyłach wibrują wskazówki zegara.
Nadal jednak wierzę w zdumienia i myśli co otwierają kosmos tak jak otwiera się słoik. 
Może zamówię jednak biletów sztuk dwie bo mogę, bo można, bo Ty też i jeszcze Ty tam też możesz mieć gorszy dzień.





12 komentarze

Strefa Mamy. Akcja- pielęgnacja #1



Skłamałabym pisząc, że jestem kosmetyczną ignorantką bo sporo mi do niej brakuje.
Mimo, że moje szafki przepełnione są różnościami [ co wynika z sukcesywnego zbieractwa i chęci eksperymentowania, sick! ] 
jestem wierna już od jakiegoś czasu tylko pewnym specyfikom.
Nie lubię tracić czasu i stawiam na wszystko co nie tylko mi go zaoszczędzi 
ale najlepiej jakby odjęło kilka lat na liczniku, a zmarszczki poszły w niepamięć.
Marzycielem być można ale samo się nie zrobi ani nie wyczaruje.

Przed Wami pierwsza część cyklu: akcja pielęgnacja. 
Tym razem zajmiemy się twarzą, w przygotowaniu: pielęgnacja włosów, paznokcie, a także makijaż.
Mam nadzieję, że ta seria pozwoli mi trochę opróżnić skrzynkę mailową bo wiem, 
że wielokrotnie padały pytania: czym, za ile i dlaczego.

No to co ? Zaczynamy ? 

[1] - Płyn Micelarny - Biedronka- cena: 7.99 zł/ 400ml [2] Woda micelarna -BioIQ- 54 zł/ 200ml

Przetestowałam co najmniej dziesięć płynów micelarnych, o przygodach z tonikami wolę nawet nie wspominać 
bo to bardzo bolesne i na samą myśl szczypie w oczy dokładnie jak te specyfiki.
Zajęło mi sporo czasu zanim znalazłam cudownego micela z biedronki [1], 
który jest odpowiednikiem klasyka z Tołpy, o czym możecie poczytać tutaj.
Świetnie radzi sobie z makijażem, a także oczyszcza naszą buzie z toksyn i sebum. 
Aktualnie można dostać go w promocji w pojemności 400ml, radziłabym także nie eksperymentować
z innymi wersjami tego płynu, sama niedawno przekonałam się i pokusiłam na wersje: matującą
co skończyło się ostrym zaczerwieniem spojówki i nieprzyjemnym szczypaniem.

Z racji, że moje doświadczenie z tonikami wypada bardzo słabo postanowiłam, że to właśnie woda bioIQ [2] 
posłuży mi w zastępstwie. Już po kilku aplikacjach buzia staje się promienna 
i wszelkie szarości mogą nam pomachać na do widzenia. 
Z przyjemnością sięgam więc po nią, w dodatku jest ogromnie wydajna i przyjemnie pachnie.


[1] Maseczka z Masłem Shea- AVON- 27zł/ 75 ml [2] Maseczka śródziemnomorska z oliwką - AVON -24zł/ 75ml [3] Maseczka błotna z minerałami-AVON- 20zł/75ml

Maseczki są dla mnie niezbędnym punktem tygodniowego planu. Warto pamiętać aby nie przesadzać z takimi produktami i najczęściej stosować je dwa razy w tygodniu, postępując zgodnie z instrukcją.

Moimi faworytami od czterech lat są maseczki planet Spa z avon, które wpały mi zupełnie przypadkiem w ręce i tak już sobie zostały.

[1] - Maseczka z masłem shea. Polecam dla skóry mieszanej i tej, która wygląda na zmęczoną/ przemęczoną.
[2] - Śródziemnomorska maseczka do twarzy z oliwką. Sprawdzi się idealniej jako ta nawilżająca.
[3] - Maseczka błotna z minerałami z Morza Martwego.Idealnie ściąga pory i jest skuteczna w walce z wszelkimi niedoskonałościami skóry.



[1] Olejek awokado -Paese- 28zł/15 ml [2] Krem nawilżająco-matujący- Yves Rocher- 39zł/50ml [3] Masło Shea- Botaniueq -6zł/50g [4] Kawiorowy peeling- Clarena- 35 zł/30ml [5] Krem odżywczy na dzień- BioIQ- 65zł/ 50 ml

Przed Wami moi absolutni ulubieńcy. Można mieszać i dostarczać skórze to co najlepsze i najważniejsze: odpowiednie nawilżenie.

Olejek awokado[ 1] wpadł jakoś niedawno w moje ręce przy okazji zakupu boxów od Paese. Można stosować go na włosy, paznokcie, mieszać z kremem, a także stosować w okolicach oczu i dekoltu. Przyzwoity produkt, za przyzwoitą cenę. Często wmasowuję go na noc bezpośrednio na twarz, wcześniej rozgrzewając go w dłoniach. Sprawdza się świetnie w walce z niedoskonałościami, a także drobnymi podrażnieniami. Na przemian stosuje go z Masłem shea [ 3], które jest produktem mocno uniwersalnym.

Jeśli chodzi o peelingi to jestem wierna tylko jednemu. Kawiorowy peeling od Clarena [4] zdecydowanie wart jest swojej ceny. To także przypadkowy produkt z Glosyboxa. Świetnie rozpuszcza zrogowaciały naskórek, a delikatne drobinki bambusa świetnie go oczyszczają. Odżywia i regeneruje skórę, w dodatku ma świetną konsystencje. Nadal poszukuję jego tańszego odpowiednika wiec gdyby tylko ktoś cokolwiek wiedział na ten temat chętnie przyjmę tak dobre informacje.

Co do kremów wybór na rynku jest tak ogromny, że zanim znalazłam coś, co mojej twarzy przynosi ukojenie minęły lata. W tamtym roku rozkochałam się w Yves rocher i tak mi jakoś zostało. Przez przypadek korzystając z rabatów, które co chwila zapychają moją skrzynkę pokusiłam się na krem nawilżająco- matujący na dzień [2] i mimo, ze zakup okazał się bardzo spontaniczny - krem sprawdza się u mnie rewelacyjnie. Żelowo-kremowa konsystencja, do tego przyjemne uczucie matowienia skóry i zapach.
W dodatku Yves rocher oferuje nam genialny program lojalnościowy- zachęcam do zapoznania się bo punkty zbiera się w sposób łatwy, 
a co miesiąc otrzymujemy książeczkę ze sporymi rabatami.
Drugim pewniakiem okazał się kolejny przypadek od BioIQ. Lekki krem odżywczy na dzień [5] stworzony ze składników pochodzenia organicznego, świetnie spłyca zmarszczki, odmładza skórę, sprawia, że wygląda na wypoczętą, do tego zapobiega utracie wody. To moje wyjście awaryjne gdy sen mojej Córki nagle skraca się do godzin pięciu, a pobudka wygląda mocno drastycznie i odbija się na mojej twarzy.

Pod zdjęciami dla ułatwienia podaję orientacyjne ceny i przekierowanie do sklepów gdzie możecie poczytać więcej o produktach. Chciałam jednocześnie poinformować, że nie jest to post sponsorowany, nie sprzedałam duszy diabłu ani żadnej firmie kosmetycznej.
W razie pytań służę pomocą, a także czekam na Wasze typy w kwestii pielęgnacji twarzy!




Obserwatorzy

Archiwum bloga

Łączna liczba wyświetleń

Szukaj...

Ładowanie...
Instagram