Popularne wpisy



Instagram w bardzo łatwy sposób uzależnia i choć to od Ciebie zależy, co w nim umieszczasz, to nie jesteś w stanie przewidzieć, jaką reakcje wywołają twoje zdjęcia. Możesz jednak sprawić by treści, którymi się dzielisz, były przejrzyste, miłe dla oka i interesowały odbiorców. Część z pomocnych aplikacji przedstawiłam wam jakiś czas temu, tutaj. Dzisiaj kolejna część tego cyklu i przyznam się, że z przyjemnością instaluję, testuję i sprawdzam jak to wszystko umilić, bo przecież to i tak już samo w sobie miłe uzależnienie, a przy tym przyjemność obserwowania wielu ilustracji życia.

#1 Snapseed - dostępna na system ANDROID/ IOS

Aplikacja, która z łatwością poprawia jakość zdjęć, pozwala operować: kontrastem, jasnością czy też nasyceniem. To taka jakby uboższa wersja camera cam ale zdecydowanie bardziej przejrzysta. Kadrowanie i różnorodna edycja nie będę już dla Was żadnym problemem!


#2 InstaFshEye ANDROID/ IOS

Aplikacja stymulująca obiektyw znany powszechnie jako fisheye. Świetnie sprawdza się podczas fotografowania ruchomych obiektów czy też architektury. Ta zabawna aplikacja, gorzej jednak radzi sobie ze zdjęciaciami portretowymi i sprawia kłopoty przy kadrowaniu. Mimo wszystko warta polecenia i wypróbowania!


#3 PicsPlay  ANDROID/ IOS
Dwieście dodatkowych filtrów? Kto bogatemu zabroni ?! Do tego narzędzia do rysowania, dodawania tekstu czy różnoodnych grafik! Podobne możliwości ma również: Moldiv Collage znacznie lepszy od ostatnio polecanego przeze mnie: PhotGrid, a także: AfterLight.

#4 Camera FV-5 / ANDROID to odkrycie tego miesiąca, jak i nie roku! To nic innego jak symulator lustrzanki cyfrowej. Ze wszystkich możliwych aplikacji to właśnie ta zgarnia najwyższą notę. Zamiast kilku kilogramów, mamy kilka gramów w kieszeni i mnóstwo opcji w zasięgu ręki. Dodajmy do tego VSCO i właściwie nic więcej do efektywnej obróbki mi nie potrzeba.


Ogrom aplikacji zasypuje mnie, a to z czytadeł technologicznych, a to po prostu odnajduję je z czystej ludzkiej ciekawości. Z łatwością idzie mi jednak selekcja tych zupełnie zbędnych i tych, które po prostu ułatwiają życie. Ostatnio podzieliliście się swoimi typami, może i teraz podzielcie się aplikacjami, bez której nie wyobrażacie sobie korzystania z instagrama lub po prostu swojego smartfona ? Szerzej pisałam o tym także tutaj. 

Następny wpis z tej serii już niebawem, tymczasem czekam na wasze propozycje!


Pomyślcie sobie, że tydzień temu mieliśmy za oknem coś na kształt wiosny. W ten sam odcinek czasu równo siedem dni zdążyła zapukać do mnie zima, sesja wypełniła mi twarz sińcami pod oczami, a i straciłam głos na dni sztuk dwie. Sporo. Przeczytałam w tym czasie co najmniej pięć tekstów, że nie mogę być dobrą matką, godząc studia, dziecko, czas dla siebie, czas dla mężczyzny i czas dla nas wszystkich. Muszę się upupić, piać peany nad siedzeniem z tym moim dzieckiem w domu, najlepiej przykuta do ściany. Prawdziwy obraz miłości.
Niepotrzebnie, ale przeczytałam i chwilowo miałam wyrzuty sumienia, ale myślę, że to bardziej przez gorączkę niż matczyną paplaninę. Bo ja to w ogóle myślę, że każdej matce to powinni raz w miesiącu zafundować wietrzenie mózgu. Bez złośliwości, po prostu z dobrej natury taki detoks od prania, gotowania, jedzenia we włosach. Bez tych wszystkich lamentów, zafundować jeden dzień odmóżdżenia totalnego. Wiem, że bywa trudne logistycznie, wiem, że nie każdy ma łatwo, ale może, zamiast mówić lepiej działać ?

Wkurza mnie niemiłosiernie, że jestem w jakimś schemacie zła, bo mam ochotę na samotny spacer, gdy odprowadzę ją do przedszkola na godzin pięć. Wkurza mnie w ogóle w to schematów wchodzenie, bo ja nie jestem żadnym pieprzonym schematem. Ani Ty za monitorem, ani ja tutaj, siedząc i stukając w klawiaturę. Chyba że na siłę chcesz zostać upupiony. Chyba że interesuje Cię ślepe naśladownictwo i podążanie za trendem matki super polki, umęczonej, w dresie i koniecznie z milionem wyrzeczeń. Bo da się być super mamą bez tych wszystkich atrybutów i zarówno z nimi. Paradoks ? Nie sądzę.
Uwaga napiszę dużymi literami, po prostu MOŻNA, najzwyczajniej w świecie.

Prędzej czy później z sideł trzeba tego małego człowieka wypuścić, dać mu poznać smak zabranej zabawki i smak wspaniałych pierwszych przyjaźni. Dać mu poczuć bliskość każdego dnia, wtedy kiedy potrzebuje i gdy rzuca się na ziemie. Dać wsparcie, ale czasem skupić się po prostu na sobie. Wyjść z koleżanką na kawę, poczytać w spokoju ulubioną książkę lub po prostu pobyć samemu w ciszy. Nie widzę w tym za cholerę nic złego.
Macierzyństwo jest dla mnie jedną z ważniejszych części mojego życia, ale jest składową. Na całość składa się jeszcze ich kilka. Każda, któraś w hierarchii ważna i ważniejsza. Mam wspaniałą córkę, ale życie toczy się dalej i jej i moje i po prostu nasze. Nie chcę już gdziekolwiek czytać o tym, że jestem złą matką i czytać nie będę, powiedźmy, że zaufam pewnej trzylatce, która mówi, że robię najwspanialsze czeko-naleśniki na świecie i po prostu, od tak jestem najlepsza! W jej oczach jestem dobra, spoglądając w lustro, jestem dobra także dla siebie.

Nowy rok pewnie dla wielu z Was rozpoczął się listą zapisaną, ogromem postanowień. Jeśli jesteście wytrwali to z pewnością gdzieś wam towarzyszy. Jeśli nie, zapewne rzuciliście wszystkie dobre nawyki w kąt i sięgniecie po nie w akcie desperacji pod koniec tego roku. Co zrobić by tak się nie stało ?
Już wiecie, że nie jestem zwolenniczką postanowień. Uważam, że to, co dzieje się „ tu i teraz „należy wykorzystać maksymalnie, zgodnie ze swoimi możliwościami. Dlatego metoda małych kroków to dla mnie idealne rozwiązanie w wypełnianiu kolejnych celów. Zdrowe odżywianie postawiłam sobie za punkt honoru i chciałabym, aby zmiana, jaka nastąpi towarzyszyła mi dłużej niż przez 365 dni. W tym, co jemy tkwi potencjał kondycji naszego ciała, ale nie można oszukiwać, że na wagę i zwyczaje żywieniowe wpływają geny, flora bakteryjna i kondycja żołądka. Choćbym katowała się dietami, głodziła czy też zajadała waciki nigdy efekty nie będą takie jak przy racjonalnym i przemyślanym żywieniu. I o ile daję radę z obiadem i kolacją to ze śniadaniem od czasu, do czasu miewam kryzys. Nie jem, omijam, zaczynam coś trawić koło dwunastej, a wiadomo jakie są tego skutki.

Śniadanie ma ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu. Jego brak znacznie spowalnia przemianę materii, powoduje, że podczas kolejnych posiłków zjemy więcej, co przy spowolnionym metabolizmie kończy się tyciem. Śniadania stymulują wydzielanie hormonów tarczycy, pomocnych przy odchudzaniu. Hamują wydzielanie kortyzonu – hormonu wspierającego odkładanie się tłuszczu w okolicach brzucha, rano stężenie tego hormonu we krwi jest największe. Jeśli zjemy śniadanie, rzadziej w ciągu dnia sięgniemy po przekąski. Ponadto po przebudzeniu warto wypić szklankę wody mineralnej, co sprawi, że szybciej pozbędziemy się toksyn z organizmu.

Co zatem powinno zawierać naprawdę dobre śniadanie ?

- Przede wszystkim powinno dostarczać węglowodanów, zwłaszcza tych złożonych, które podnoszą poziom cukru we krwi, a także dostarczają energii. Do najbardziej wartościowych produktów w tej grupie zaliczamy m.in. : muesli, chleb razowy, płatki zbożowe.
- Pełnowartościowe białko np. mleko, jogurt, chude wędliny, jaja
- Tłuszcz, który w postaci masła lub wielonasyconych tłuszczów roślinnych. Nie należy przesadzać z ich ilością.
- Warto pamiętać o niewielkiej ilości owoców i warzyw. Ich ilość w ciągu dnia, także powinna być kontrolowana. Nie zapominajmy, że zawierają cukry proste. Warzywa są mniej kaloryczne więc możemy pozwolić się na zjedzenie ich w większej ilości.
- Nawadnianie organizmu to jedna z ważniejszych czynników mających wpływ na dietę. 
Dzięki aplikacji np. pij wodę- możemy sprawdzić nasze zapotrzebowanie, w zależności od wagi, czy też zawartości wody w posiłkach, które spożywamy.

Jakie więc to śniadanie ?
Jak sami widzicie, możemy łączyć dowolnie te kilka niezbędnych elementów, zgodnie z naszymi preferencjami, 
a także potrzebami.
- Owsianka na mleku z owocami
- Muesli z domową granolą
- Jajecznica z dowolnymi warzywami
- Sałatki
- Kasza jaglana, kasza manna z owocami

To tylko kilka szybkich propozycji by śniadanie każdego dnia wyglądało inaczej, a smakowało i dostarczało nam odpowiedniej ilość witamin i wartości odżywczych. Warto więc o nim pamiętać, choć wygodniej jest o nim zapomnieć i wmawiać sobie, że kilka kilogramów gdzieś tu i tam, nam ucieknie. Koniecznie podzielcie się z nami zwartością swojego porannego talerza!
Smacznego poniedziałku!





Ostatnio chodzę jak cień. Przemieszczam się, gdzieś pomiędzy tak by ktoś przypadkiem mnie nie zauważył. Nie wiem, czy w środku dziwnej zimy, nazywanej już wiosną jest czas na jesienną depresje. Chyba niekoniecznie. Żyję więc nadzieją, że wszystkie infekcje, katary, bóle gardła odejdą niebawem w niepamięć, a ja znajdę beztroski czas na nicnierobienie. Na razie mamy styczeń i tak się składa, że w połowie tego pozornie mroźnego miesiąca mamy jakby więcej ciepła.
Jakby.
U nas dzień babci i dzień dziadka to dzień z wyśpiewanym klasykiem: Sto lat, (a właściwie wręcz wykrzyczanym przez słuchawkę) i największymi czułościami. Własnoręcznie niebanalną laurką i obowiązkowo truflami czekoladowymi, które i tak przemycamy przy najbliższej okazji. Właściwie to moje nastawienie w tej sprawie jest bardzo sceptycznie. Sceptycyzm do umowności dat, do jakichś wyznaczników świętowania.
Mamy dzień babci, dzień mamy, dzień taty, a te wyjątkowe dni pełne celebracji życia, przecież tworzymy sami. Dzwoniąc, przytulając, zjadając piątą dokładkę i przemycając kolejne czekoladki na co dzień. Nic w tym dziwnego.
Tworząc kolejną historie pokolenia, zapisuję ją na kartkach, tych z papieru i tych, które pomieszczą pamięć w gigabajtach, gdyby czasem chciało coś z głowy uciec. Bo jeśli ucieknie, to odnajdę ze spokojem, przypominając sobie, że to, co ważne jest tu i teraz, a nie tylko dwudziestego pierwszego czy dwudziestego drugiego dnia stycznia.  
Cieszę się, że Amelia czuję codziennie, a nie od święta. Czuje miłość, radość i wsparcie. Mogę spać spokojnie. 

Wszystkim Babciom i Dziadkom życzymy smakowania wszystkich najpiękniejszych uczuć przez 365 dni w roku, 
a co cztery lata nawet przez 366 !





Do zdjęć zainspirowała Nas Mama Jeremiego : klik !

Nikt nigdy nie prowadził mnie za rękę, nie podpowiedział, w którą stronę iść. Bo oczywiście nie traktujmy poważnie rad, które można wsadzić między bajki. Moje macierzyństwo określiłabym mianem eksperymentalnego.
Nie narzekam na brak wrażeń, na nudę także. Może tylko czasem chcę wyskoczyć przez okno albo przynajmniej schować się w szafie. O wiele częściej myślę jednak o tym, jak wspaniale robić sobie wspólne wagary. 

Ona od przedszkola, ja od pracy.

Codziennie uczę się czegoś nowego, czerpię garściami z macierzyństwa all inclusive bez możliwości reklamacji. Czerpię słodycz i gorycz na przemian. To może banalne, ale chcę wykorzystać maksymalnie każdą chwilę, nawet tę najmniejszą. Na uśmiech, na uścisk, na lody, na seans filmowy, na wspólne słuchanie Trójki i absurdalne opowieści.  
Mamy w tym wszystkim swoje tajemnice, swoje wsparcie i swoje fochy.

Bo czasem po prostu wystarczy złapać się za ręce. Działa niczym najlepszy eliksir życia, zwłaszcza przy niedzieli.
Droga Amelio! Jesteś moim espresso o szóstej rano, jesteś wuzetką, gdy łapię kryzys, największą przyjemnością życia. Trzymajmy razem sztamę!







Oddech weekendu już czuję na plecach. Nie da się ukryć, że to czas, gdy staramy się naginać czasoprzestrzeń i wyciskamy z każdej chwili jak najwięcej. Dlatego bez wyrzutów sumienia znikamy, by cieszyć się po prostu sobą. Jakich by dzieci nie miały humorów, jakby nie grymasiły to metamorfozy na talerzu i pożegnania ze standardowym schabowym zawsze dają radę. Niedzielny obiad ostatnio zamieniliśmy na burgery- wyszło wyjątkowo pysznie. Oczywiście tacy jesteśmy dobrzy, że posyłamy nasz specjał w świat dalej, niech się z przyjemnością rozgości na waszych stołach!

Składniki na burgery : 
- 500 g mięsa wołowo-wieprzowego (zmielonego)
- 2 cebule
- przyprawy: pieprz kolorowy, sól, papryka słodka, oregano, bazylia, 
w wersji dla dorosłych: chilli, świeży czosnek

Składniki na pastę:
- 200 ml majonezu
- kostkę sera pleśniowego*
-100g mascarpone

Dodatki : (wedle upodobań) nasze połączenie idealne to:
- rukola
- karmelizowana gruszka
- cebula
- ogórek 
Do tego zamiast wypiekania bułek czy też kupowania polecamy ciabate- wpasowuje się w moje smaki idealnie!  

Sposób przygotowania :
-Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na łyżce oliwy do momentu zeszklenia. 
Mięso mielone przyprawiamy wedle upodobań i dodajemy zeszkloną cebulę. 
Formujemy hamburgery i smażymy je pod przykryciem około 7-10 minut.
- Pastę pleśniową przygotowujemy z majonezu wymieszanego z rozdrobionym serem pleśniowym i mascarpone. 
- Pieczywo smarujemy pastą, nakładamy pozostałe składniki np. rukolę, ogórek, mięso, cebulę, karmelizowaną gruszkę i GOTOWE!

*Warto podkreślić, że sery pleśniowe dzieci mogą spożywać bez obaw od trzeciego roku życia. W razie ewentualnych wątpliwości pastę można przyrządzić z serka topionego.

Smacznego weekendu !