Witaj przedszkole!



Pierwszy września, a ja trzęsę portkami i zajadam stres ciastkami. Nauczona jednak doświadczeniem z ubiegłego roku wiem, że tylko spokój może mnie uratować, nie cukier. Ona natomiast w podskokach jak co dzień przemierza trasę na linii przedszkole dom, pełna ekscytacji, gotowa na nowe. Jakby włączyła sobie w głowie program "relax, take it easy" i staje się jasność.
Łapię się na tym, że ja tak nie potrafię...karcę się w środku za prozę życia i tę cholerną dorosłość. Wrzesień dwatsiąceczternaście pod względem przedszkolnym dał mi mocno w kość po matczynym tyłku, a tusz zmieniałam częściej niż promocje w Rossmannie. (Fakt: W dzisiejszych czasach trudno znaleźć dobrego faceta ale o wiele trudniej o dobry tusz wodoodporny. Zwłaszcza taki, który zniesie mazanie się na przemian, a to ze wzruszenia, a to ze strachu). Wstyd mi trochę, że zbyt mało we mnie wiary w moje własne, najcudowniejsze dziecko, które potrafi dać mi w trzy sekundy tyle samo szczęścia co wariactwa. Wstyd mi, że się boję i że już zawsze będę. Szykuję sobie na gorsze czas wymówkę, że to wszystko /
z troski i z miłości. By żyło się lepiej.

W końcu z roku na rok będzie już tylko starsza i tylko mądrzejsza. Z roku na rok jej zielone kocie oczy powalają coraz to większym blaskiem, a uśmiech pięknieje. Czasem zastanawiam się, czy można kochać jeszcze bardziej?

Patrzę na tę moją dziewczynę o ósmej zero zero kiedy to wita swoją nową przestrzeń na kolejny rok przedszkolny i duma wypełnia mi każdą komórkę. Rezolutna czterolatka wita sezon 2015/2016 z wielkim stylem. Gotowa na kolejny rozdział życia, z napisem przedszkole. Ja witam wrzesień z postanowieniem, że nie będę robić jej siary smarkając nos w szalik na przedstawieniach, albo, że chociaż tusz sobie dobry znajdę.





W ramach rozrywki i odstresowania stał się róg obfitości. Z pomocą przyszedł edukatorek.pl.
Bez przesadyzmu finansowego (w końcu każdy z nas nadszarpnął się już podczas kompletowania wyprawki),
a mimo wszystko z efektem łał. Nie od dziś wiadomo, że radość tkwi w drobiazgach.
Jedno jest pewne: okrzyków szczęścia nad ranem nie było końca.

Róg szczęśliwości składał się u nas na:

- Skakankę Żyrafę, która daje niezłe korepetycje z pokonywania trudności i plus 5 do skoczności.
- Koraliki, które nawijamy na sznurek niczym na słowa język.
- Zegar, który pozwoli nie zasypiać i ogarnąć czasoprzestrzeń. +10 do ogarnięcia!
- Naklejki, które nalepiać możemy bez ograniczeń, w końcu są wielokrotnego użytku. Takie szaleństwo, o!

Psssyt! Wieczorem koniecznie zaglądnijcie na facebook, czekamy z konkursem! Tymczasem do 6.09 obowiązuje KOD RABATOWY w edukatorek.pl na HASŁO: "pannamiijejzabawki"


Skakanka TOYS PURE/ Koraliki do nawlekania MELLISA&DOUG / Zegar GOKI / Naklejki wielokotnego użytku MELLISA&DOUG




Czytaj więcej >

Nauka przez zabawę


Niezmiennie moje obserwacje zmierzają w kierunku stwierdzenia, że jesteśmy pokoleniem typu instant. Wszystko musimy mieć na już, nie na zaraz (choć zaraz pada z naszych ust za często). Nie potrafimy ustać w kolejce dłużej niż pięć minut
i ciągle czegoś oczekujemy. Jeśli nie dostajemy, niecierpliwy się, denerwujemy, a czasem hobbistycznie obgryzamy paznokcie. Klniemy pod nosem i posyłamy cały ten świat do diabła. Można? Można. Tylko że życie to nie zupka chińska.

To i tak wydaje się kroplą w morzu. Największe oczekiwania bowiem spływają na nas w momencie wkroczenia naszego dziecka w okres przedszkolny. Względem dyrekcji, wychowawców, kuchni, spraw organizacyjnych i około przedszkolnych. Tylko tutaj pojawia się pułapka w postaci dość istotnego problemu. Za to, jakie nasze dziecko będzie za pięć czy dziesięć lat odpowiadamy tylko i wyłącznie my sami, rodzice. Coraz częściej o tym zapominamy.
Litery i cyfry same nie wpełzną do głowy, a zwrotów grzecznościowych nie nabywamy wraz z pierwszą wizytą w przedszkolu.
Nauczyciel podaję rękę. Podaję ją i pokazuje świat według wytycznych, które podobno rozpisał ktoś mądry. Podaję ją jednak każdego dnia kilkudziesięciu dzieciom. Ciężko polemizować z programem i z możliwościami jakie oferuje przedszkole.
O wiele lepiej spojrzeć na siebie krytycznym okiem i zadać sobie pytanie: Ile to my, wprowadzamy edukacji w życie naszego dziecka?

Od pierwszych dni otaczamy opieką, troską i miłością. Każdy kolejny etap rozwoju to dla nas ogromny sukces. Nasze dziecko jest naszym odkryciem i diamentem, chyba zgodzicie się ze mną, że warto go naturalnie i mądrze szlifować?
Na co dzień ignorujemy zbyt dużo bodźców, zagracamy przestrzeń i szukamy zbyt innowacyjnych działań, w końcu chcemy być tacy nowocześni. Nasze dzieci nie są nastawione na podążanie za trendem. Są jednak chłonne wiedzy jak gąbka wody. Wykorzystujmy ich potencjał.

Stąd narodziła się idea nauki przez zabawę. Najprostszego sposobu by cały proces nie kojarzył się ze stresem i nerwowymi godzinami spędzonymi nad książkami. W końcu dzieciństwo ma się tylko jedno.

-Doskonałym startem będzie wypełnianie przestrzeni zabawkami, które wnoszą większą wartość niż ich cena. Wielokrotność użytkowania, dobre tworzywo, z którego są wykonane i przydatność w kolejnych etapach dorastania.

-Zabawki, które pobudzają rozwój i przygotowują do okresu przedszkolnego, będą sporym ułatwieniem dla kontynuowania działań prowadzonych w przedszkolu przez nauczycieli.

-Wybierajmy zabawki, które pomagają w nauce liter, liczb, rozwijają motorykę dużą i małą, ale i zdolności poznawcze. Wybierajmy po prostu z głową!

Wraz z Edukatorek.pl przygotowałam zestawienie zabawek, które nie tylko są piękne, ale i bardzo praktyczne. Skupiają uwagę dziecka na dłużej niż pięć minut i niosą za sobą wartości poznawcze.

METALOWA WAGA SZALKOWA/ GOKI
Doskonałe narzędzie do szlifowania samodzielności w sferze motorycznej, jak i samodzielności działań. Pomoc do ćwiczeń nad precyzją ruchów, koordynacją wzrokowo-ruchową, jak i samodzielnym dobieranie metod do uzyskania określonego celu.To także doskonała pomoc do nauki liczenia, a także nabycia wytrwałości i cierpliwości podczas zabawy.



LITERY DREWNIANE-STEMPELKI/ MELLISA&DOUG
Istnieje wiele metod pomocnych w nauce czytania i pisania. Co chwilę docierają dla mnie jakieś rewelacje na ten temat
i trudno się połapać. Należy pamiętać, że mechanizmy fizjologiczne (jak sygnał dociera z oka dziecka do mózgu, co może powodować trudności) również mają wpływ na przyswajanie tych informacji. Na początku drogi nie trzeba decydować się na metodę, ale ocenić możliwości poznawcze. Oswajanie z literami to najlepsze co możemy dać naszemu dziecku nie tylko w wieku przedszkolnym, ale też dużo wcześniej.





DREWNIANE MYSZKI DO UBIERANIA/ GOKI
Sprawność ruchowa dziecięcej dłoni przechodzi przez wiele etapów. Najważniejsze to zapamiętać, że mały ruch wywodzi się od dużego. Mała motoryka rozwija się pewniej, jeśli naukę rozpoczniemy od uruchomienia całego ciała. Od zabaw z ciastoliną, przez wyklejanie po np. ubieranie myszek. Ćwiczenie większych i małych ruchów, a wszystko po to by etap nauki pisania był znacznie przyjazny i łatwiejszy.



By ułatwić wam wybór zabawek, które z pewnością umilą przygodę z nauką przez zabawę przygotowałam jeszcze małe zestawienie. Trzy zabawki, które pomogą w nauce liter, trzy które wzmocnią rozwój motoryki małej i trzy, które z pewnością ułatwią naukę liczenia.

edukatorek.pl

Czytaj więcej >

Projekt: wyprawka przedszkolaka


Temat wyprawki powraca jak bumerang. Niby wakacje przysłoniły na chwilę ciężar rodzicielskich obowiązków, a już czuć oddech września na plecach. Nie daję sobie jednak przyzwolenia na paranoje i gonitwę, bo w dyskoncie rzucili zeszyty za złoty dwadzieścia trzy. O wiele bardziej przeraża mnie przelatujący przez palce czas i licznik mojej córki. To on nalicza mi zmarszczki, a jej nowe doświadczenia. Te przedszkolne od zeszłego roku grają pierwsze skrzypce. Od września do czerwca mój mózg intensywnie przyswaja więc informacje, którymi każdego dnia jestem bombardowana (Choć tak naprawdę już po tygodniu znów kojarzę wszystkie twarze i wiem, że Patrycja nie jest Olą, a Ola Patrycją).
Poznaję jej świat opisany bardziej słowem niż obrazem. Nieustannie trenując zaufanie do wychowawców i do nauczycieli. Czasem jak każda matka mam swoje wariactwa i robię zdjęcia jadłospisu na cały tydzień. Czasem zapominam o zebraniu
i wsadzić piątka do kieszeni na składkę. Czasem daję przyzwolenie na wagary i lody o ósmej rano.

Do sprawy wyprawki podchodzę więc na luzie i z kartką z napisem: must have. W tym sezonie modny jest w końcu minimalizm. Stawiam też na pewniaki, trochę z wygody i z doświadczenia. W końcu nikt nie lubi wydawać podwójnie, tylko dlatego, że coś okazało się bublem. Przedszkole, które wybraliśmy, po części ułatwia zadanie. Na dobry start otrzymaliśmy listę rzeczy podstawowych, którą uzupełniamy wedle swoich potrzeb.

Jakimi radami jednak kierować się by i tak w tym wszystkim nie zwariować ?

- Dopytaj przedszkole o listę wymaganych rzeczy.
- Kupuj tylko to, czego naprawdę potrzebujesz.
- Stawiaj na artykuły sprawdzonych firm. Zwracaj uwagę na wykonanie i jakość.
- Często taniej znaczy drożej. Lepiej zainwestować raz, niż w ciągu roku ciągle dokupywać kredki, które się łamią i klej, który nie klei. Do tego plecak i buty, które rozkleiły się po miesiącu, a ty głupia dałaś naciągnąć się na napis promocja.
- W razie wątpliwości dopytuj doświadczonych rodziców
- Tylko spokój może cię uratować!

Jeśli zastosujesz się do powyższego, to z pewnością wyjdziesz z tego wyzwania i z twarzą i z nienadszarpniętym zbytnio portfelem. Jeśli nadal masz wątpliwości czy podołasz, wraz z Edukatorkiem wybrałam propozycje produktów wyprawkowych, które są dla mnie wyznacznikiem lepszej jakości przedszkolnego życia. Może pomogą skompletować wyprawkę i tobie?
Z pewnością jeśli się wahasz i jesteś w fazie przygotowań, staną się dla ciebie pomocne.


Pssssyt! Koniecznie dajcie znać, jak idą wasze przygotowania! W razie kłopotów i przedszkolnych dylematów
służę również pomocą!

SKIP HOP, plecak, wyprawka przedszkolaka












PLECAK CHMURKA ZE ŚNIADANIÓWKĄ: EDUKATOREK
BIDON SKIP HOP: EDUKATOREK


ARTYKUŁY PAPIERNICZE: FARBY/ KREDKI/ PĘDZLE MELISSA&DOUG : EDUKATOREK
Czytaj więcej >

kosmetyczni ulubieńcy #5


Moje marzenia oscylują dziś wokół wczesnej jesieni albo chociaż wiadra zimnej wody. Coś na kształt racjonalnej temperatury i powietrza, którym dałoby się oddychać. Wiecznie "nicmisięniechce", dokładanie kostek lodu do wody, koczowanie pod wiatrakiem zaczyna mnie po prostu nudzić. Jedno jest pewne. Jak już się człowiek z tym upałem pogodzi to i głowa lepiej pracuje. Można wyjść z łóżka dalej niż po tę wodę i wziąć się po prostu w garść. Recepty na to nie wypiszę, ale twarzą tę ofertę flaguję. Nie ma lipy.

Skoro litery same układają się w zdania, a aparat sam się poprosił o odkurzenie. Przed wami kolejna część cyklu kosmetycznego.



#1 Garnier Płyn micelarny 3w1/ skóra normalna i mieszana

Płyn micelarny to hit ostatnich miesięcy. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie na poziomie gimbazy: kto nie ma ten trąba. Prawda jest jednak brutalna i nawet gimnazjalista czasem prawdę ci powie.  Przyzwyczajona do biedronkowej podróby Tołpy dałam się namówić Klaudii na nowość. Muszę uprzedzić, że do produktów Garniera podchodzę z dużą dozą nieufności. Niegdyś krem BB złamał mi serce, a twarz oblała się pomarańczem. Wybaczyć nie było łatwo, ale kilka aplikacji i trafiła mnie strzała amora. 10/10

cena: 9zł/ 400ml (aktualnie na promocji w Rossmannie)

Porównanie płynów micelarnych, znajdziecie tutaj.

#2 Evree, Regenerujące serum do paznokci

Ten, kto przez pół życia nerwowo obgryzał paznokcie (co z perspektywy czasu wydaje mi się obrzydliwie) ten wie jak trudno doprowadzić je do ładu i składu. Można eksperymentować z tipsami, hybrydami i cudami na kiju. Z czasem jednak odczujemy negatywne skutki takich zabiegów. W końcu nawet lakier do paznokci to chemiczna ingerencja w płytkę paznokcia. Rozwiązania szukałam długo, w międzyczasie niestety eksperymentując. Uratowało mnie serum Evree, które znalazłam w pudełku bonbonbaby. Dałam sobie czas na kurację, studiując w między czasie wszystkie porady Red Lips Monster. Wniosek nasuwa się jeden: nigdy więcej brzydkich, rozdwojonych i łamliwych paznokci! Basta!

cena: 15zł/ 8ml*

*W składzie nie znajdziemy fomaldehydu. W kuracji ważną rolę odgrywa systematyczność.

#3 Evree, Krem ratunek dla dłoni

Mogłabym napisać, że ładnie pachnie, nie klei się i reaguje w szybkim tempie, co nie minęłoby się z prawdą. Czuję jednak, że to za mało jak na produkt o tak dobrym działaniu. W kolaboracji z serum bije wszystkich swoich potencjalnych konkurentów na głowę. Skład kosmetyku podsumuję, nucąc: do zakochania jeden krok.

cena: 9zł/ 75ml





Zaraz, zaraz nie samymi kosmetykami człowiek żyje!
#4 Silikonowe gumki do włosów (podróbka Invisibobble)

Walka z przesuszonymi włosami trwa u mnie już drugi miesiąc. Codziennie jęczę i wychodzę już, już do fryzjera, ale cholera jest na urlopie. Nie wiem, czy to przeznaczenie, ale poszukując rozwiązana w sieci, trafiłam już na lek w jaju, olejach i kociej kupie. Naprawdę można zwariować. Plewię te wszystkie infomacje. Chwasty wyrzucam i wrzucam na luz. Tym samym zainwestowałam pięć złotych na podróby gumek invisibobble i już, wiecie dlaczego mój kok, wygląda tak i tak.

Pożegnałam się ze splątanymi i połamanymi włosami. Pielęgnację zwaliłam na Balea i zobaczymy za miesiąc czy trafię pod nożyczki, czy jeszcze trochę pojęczę ku chwale.

cena: 1zł/ 1 sztuka



#5 Pianotwory

Nie mam pojęcia kto to wymyślił, ale wiem, że znajdują się w biedronce. Wiem też, że pisk mam w łazience niesamowity w asyście tego specyfiku. Składem co prawda nie kładą na kolana, ale są całkiem niezłe w porównaniu do podobnych temu kosmetyków dla dzieci. Nie uczulają i mają przyjemny zapach. Niech przekona was równanie mojej córki:
woda+piankotwór= WNM (wielka nieskończona miłość).*

cena: 7zł/ 9 kapsułek

*Każda matka, która marzy o wannie pełnej piany z pewnością przebranżuje się na złodzieja.


Czytaj więcej >

7 powodów, dla których warto mieć dziecko


Od czterech lat czuję się prawdziwym odkrywcą, Co się nauczę to moje, co się wywrócę to i moje. Urazów na psychice nie odnotowałam, co najwyżej wędrówki na skraju szaleństwa i obłędu. Mapę w dłoni trzyma ona, córka, jedyna, pierworodna. Ryzyko podróży ogromne, ale świat w końcu należy do odważnych. Zwłaszcza ta jego macierzyńska część. Toż to prawdziwy survival.
Nagle odkrywasz, że możesz być MacGyverem, gdy z patyka wyczarujesz absolutnie magiczną, jedyną w swoim rodzaju różdżkę. Drzwiami kopniesz z pół obrotu jak Chuck, a złota rybka spełni twoje życzenie o dwudaniowym obiedzie.
W najgorszym wypadku sięgniesz po telefon i wybierzesz numer do najbliższej restauracji (w ramach zemsty koniecznie zamów danie rybne).

W tym całym szaleństwie jest jednak metoda. Są i obserwacje. Bo po jaką cholerę to wszystko?

1. Nie potrzebujesz budzika.
Gdy Twoje dziecko ryknie płaczem w środku nocy, bez patrzenia na zegarek już wiesz, że to za wcześnie. Pobudki jednak są nieuniknione. Te o piątej i szóstej rano powinni wpisać na oficjalną listę tortur. Twój rytm od teraz wyznacza dziecko, ono nie zna pojęcia za wcześnie. Po kilku miesiącach wstawanie idzie coraz lepiej, a ty możesz zanucić: miłość rośnie wokół nas (lepsze to niż kulka w łeb).

2. Kalendarza też nie potrzebujesz.
Grafik wypełniony masz od rana do nocy. Karmienie, przewijanie, tulenie, śpiewanie, całowanie. Tym samym nie pamiętasz, kiedy Anka ma urodziny i dlaczego do cholery znowu zapomniałaś. Teraz przynajmniej masz wymówkę, BINGO!

3. Wreszcie kładziesz się spać o normalnej godzinie.
To znaczy o 20 albo toczysz batalie z dzieckiem w łóżku (wmawiając, że zaraz będzie ciemno).
Mając tak napięty grafik, na koniec dniówki jesteś wyrąbana jak koń po westernie. To całkiem normalne. Należy ci się. Zarządzam: sen bez limitu albo do pierwszego kwęknięcia dziecka!

4. O wszystkich promocjach w marketach wiesz pierwsza.
Ofertę lidla, biedronki i tesco masz w jednym palcu albo chociaż w smartfonie. Wiesz co to walka o plecak z krainą lodu i wiesz, kiedy przychodnie świecą pustkami. Na promce zawsze gdzieś skorzystasz albo w towarze, albo na zdrowiu. W końcu tylko wtedy emeryci trenują wyczynowy bieg z przeszkodami. Pod ośrodkiem to już nie bardzo.

5. Potrafisz zrobić obiad z niczego.
Stajesz na wysokości zadania i w kilka chwil jesteś masterchefem we własnej kuchni. Gdy tylko dziecko zawała am am albo gdy nieco już starsze krzyczy, że jest głodne. Jedno jest pewne: teraz już nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych. Kompot to zrobisz choćby z pestek winogron,  makaron już zawsze al dente.

6. Siłownie masz w domu.
Ilość podskoków, uniesień i aerobów w ciągu dnia w asyście dzieci jest nie do przecenienia. Centymetry lecą jak szalone.
W dodatku jesteś osiedlowym liderem w konkurencji noszenie siat z zakupami na czas. Nie ma co ukrywać rasowa z ciebie siatkarka.

7. Zimne to znaczy de luxe.
Kawę w sezonie wiosna/lato oraz jesień/zima już zawsze pijesz zimną, to znaczy mrożoną. Pocieszające, że w upały takie jak teraz, jest to nawet wskazane. Koleżanką tłumaczysz, że to takie modne, bo nawet na instagramie piją w słoikach i z kolorową słomką. Jednym słowem: de luxe.

* zdjęcie niech będzie dopełnieniem całości.
Czytaj więcej >

Borówka na trzy sposoby

koktajl kokosowo borówkowy, lody domowe, pierogi z borówkami

Wakacje dają mi czas na absolutny luz w kuchni. Tańczę, śpiewam i działam. Od taka myśl przewodnia w tym sezonie. Nie spieszę się, zwłaszcza jeśli panienka Amelia drzemkuje się w najlepsze (tak, jeszcze się drzemkuje - chwilo trwaj). Mam czas na romans z robotem kuchennym, blenderem i samą sobą. W końcu nic tak nie otwiera mnie na nowe smaki, jak eksperymentowanie. Częściej jednak wybieram klasykę, zwłaszcza kiedy poranek jest upalny, a ja od rana marzę o kąpieli w kostkach lodu. Borówka na trzy sposoby to wybawienie. Kombinacji oczywiście jest wiele. Dla mnie jednak bez pierogów, koktajli i domowych lodów świat mógłby przestać istnieć.

Zacieram ręce i romansuję trochę z ciastem na pierogi (najlepszy przepis tutaj). Wmawiam sobie, że wcale nie chce mi się spać, a obiad mógłby się sam zrobić. Przez chwilę mam też ochotę uciec cichaczem i udawać, że mnie nie ma. Albo wtulić się w córki ramiona. Lekcja dorosłości w pięć minut. Zamykam się w kuchni i śpiewam. Sąsiedzi z pewnością nie przepuszczą mnie do następnego etapu jednego z tych znanych muzycznych programów. Na próżno więc szukać tabliczek z napisem tak.
Nucę Peszek niestrudzona. Lubię być kurą domową, do pralki wrzucić problem wraz z głową.
Albo borówki do blendera. Who cares!?



Przepis na borówkowy koktajl:

- 200 ml mleka kokosowego (schłodzonego)
- 2 szklanki borówek
- garść malin
- łyżeczka miodu/ łyżka brązowego cukru
alternatywnie: skruszony lód

Zblenduj wszystkie składniki, na końcu dodaj skruszony lód, wymieszaj całość łyżeczką.

Przepis na borówkowe lody :

- 200 ml mleka kokosowego
- 50 g jogurtu naturalnego
- łyżka miodu
- 2 szklanki borówek
- garść malin

Zblenduj wszystkie składniki, przelej do foremek i przechowuj w zamrażalce minimum 3 godziny.











Czytaj więcej >
Panna mi i jej zabawki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.