Moda na bycie #FIT

Jak zacząć ćwiczyć?

Moda na bycie fit trwa w najlepsze. Nie straszne jej wyprzedaże, nowe sezony i poniedziałki. Nie przemija jak zapach kawy, ale równie dobrze stawia na nogi. Praktykowana z pasją i zawziętością pozwoli być hot, non stop. Bez znaczenia czy to sezon wiosna/lato, czy też jesień/zima. Całoroczny tyłek w stylu bijons, kaloryfer na brzuchu i smukłe uda, któż by nie chciał?

1. Samo się nie zrobi. 
Bez twojej pomocy ciało samo się nie zmieni. 70% to kwestia diety, 30% to kwestia aktywności fizycznej. O każdym procencie decydujesz sama. Codziennie, przygotowując sobie posiłek, wybierając to, jak pożytkujesz swój wolny czas. W zależności, na jakim etapie wychowania dziecka jesteś, możesz dostosować jego potrzeby do swoich potrzeb. Nie musisz rzucać się w wir ćwiczeń siłowych, ale zacznij od najprostszych ćwiczeń stabilizacyjnych i wzmacniających. Dziesięć, piętnaście minut na początek chyba nie brzmi zbyt drastycznie? Pożegnaj się ze śmieciowym jedzeniem, a podczas robienia kolejnych spożywczych zakupów niech przyświeca Ci myśl: im prościej, tym lepiej. 

2. Daj sobie czas. 
Efekty nie pojawią się po pięciu dobach, ale z pewnością pojawią się w kolejnym miesiącu, o ile będziesz ze sobą szczera a przy tym systematyczna. Nie brzmi to może zachęcająco, ale skoro zaniedbywałaś przez tyle czasu swoje ciało, nie oczekuj, że z dnia na dzień przejdzie metamorfozę życia. Daj sobie czas na zmiany, nie jesteś produktem typu instant. Pamiętaj przy tym, że waga nie zawsze jest dobrym wyznacznikiem. Wystarczy dobry centymetr i mierzenie w dwutygodniowych odstępach czasu. 

3. Kryzys to nie wstyd.
Po sześciu miesiącach treningów siłowych zaczęłam borykać się z przemęczeniem i zniechęceniem. Im wyżej podnosiłam sobie poprzeczkę, tym większe czułam zmęczenie „materiału”. Nie chciało współpracować ani ciało, ani głowa. Przerwa była dla mnie wybawieniem i prawdziwym doładowaniem energii. Dwa tygodnie w trybie slow life zadziałało jak terapia szokowa. Nagle chciałam więcej i lepiej, a treningi znowu rozgościły się w moim grafiku. Wniosek? Kryzys może przyjść w najmniej oczekiwanym momencie. Bądź na niego przygotowana i przyjmij go ze spokojem. Nie zadręczaj się, ale trzymaj się swoich postanowień, nawet jeśli robisz to w trybie slow.

4. Uwierz w siebie! 
Wewnętrzna motywacja to nic innego jak koń napędowy do działania. Odrzuć na bok za duży tyłek i fałdki na brzuchu, które potrafią tylko demotywować i przysłonić nie jeden poranek. Spójrz na siebie w świetle swoich zalet i predyspozycji.
Jeśli w siebie uwierzysz- jesteś na drodze po sukces! 

5. Możesz wszystko! 
To, co zrobisz dzisiaj dla swojego ciała, z pewnością zapulsuje w przyszłości. Nie ograniczaj się, bo możesz wszystko.
Nie zaczynaj od następnego poniedziałku, zacznij teraz, dzisiaj! 
Trzymam za Ciebie kciuki! Jeśli tylko chcesz odmienić swoje ciało i swoje życie.

3 komentarze :

  1. Dzielna Dziewczyna ! ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tak z okazji nowego roku pomyślałam, że wreszcie by wypadało ruszyć cztery litery, bo dostaję zadyszki latając za Pulpetem wokół stołu. Zaczęłam używać roweru jako środka lokomocji i ćwiczyć rano i przed snem. Rzuciłam palenie. Jem normalne posiłki (nie powiem, że szczyt zdrowia, ale po prostu normalne, przyzwoicie zbilansowane). Cieleśnie nie ma jakiejś wielkiej różnicy, ale czuję się dużo lepiej. To nie było aż takie trudne. Niewielkie zmiany, a ten wewnętrzny efekt ogromny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo chyba taki post potrzebowałam teraz przeczytać... :)

    OdpowiedzUsuń

Panna mi i jej zabawki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.